Baruch Spinoza przeciwko cudom: Czy Bóg potrzebuje naszej miłości czyli łaska niewiary (1670)

Kiedy ktoś zaczyna nagle z twarzą jaśniejącą pleść wierutne głupstwa, w zabobony i znaki wierzyć, rąbki nienajczystszych szat całować, egzaltacją umysł ćmiącą się unosić, to mówi się częstokroć, iż człek ten dostąpił łaski wiary. O Baruchu Spinozie powiedzieć można, iż dostąpił łaski niewiary: w gusła, w cuda, naruszające porządek natury, w świętość Biblii, rzekomo przez Boga podyktowanej, i wreszcie w takiego Boga, co gniewa się albo raduje i sprzyja tym jedynie, którzy modlą się ze specjalnej książeczki zaaprobowanej przez swoich ziemskich namiestników. W XVII wieku ludzi upajających się cudami i nadmiernie emocjonalnych w sprawach religii nazywano entuzjastami. Byli oni wykluczeni z Towarzystwa Królewskiego, gdzie należało mówić o faktach i do rzeczy. Spinoza, jeden z korespondentów Henry’ego Oldenburga, sekretarza Towarzystwa Królewskiego, był racjonalistą i przeciwnikiem wszelkiego entuzjazmu religijnego. Wierzył, że Bóg jest nieskończoną substancją, a nie ojcem, któremu się zawierzamy, ofiarowujemy swoje ślubowania i który musi potem cierpliwie wysłuchiwać naszych wykrętnych usprawiedliwień.
Potomek portugalskich Żydów – marranos (słowo to, zapewne w trosce o ekonomię języka, oznaczało zarówno Żyda, jak i nieczystą świnię), co uszli z ojczyzny po czystkach religijnych, urodził się w Amsterdamie. Jako dwudziestotrzyletni młodzieniec został uroczyście wyklęty z gminy żydowskiej, a także zaatakowany nożem z powodu heretyckich poglądów. O kulisach przekleństwa wiadomo niewiele, napaść nożownika stała się natomiast dla Spinozy wydarzeniem pamiętnym, filozof przez lata przechowywał płaszcz podziurawiony przy tej okazji i pokazywał go niektórym przyjaciołom. Ponieważ nigdy nie przystąpił do żadnej z chrześcijańskich konfesji, mimo iż przyjaźnił się z wieloma chrześcijanami, zwłaszcza dysydentami, jak kolegianci czy mennonici (ci drudzy zagospodarowali nam Żuławy), stał się jednym z pierwszych w dziejach oficjalnym bezbożnikiem. Nie zgadzał się nigdy, aby określano go jako ateistę, tak jednak został zapamiętany, szczególnie przez tych, co zwalczali jego poglądy.
A był ich legion. Właściwie nie było filozofa o gorszej reputacji, tak zajadle zwalczanego przez wszystkich, bez względu na różnice poglądów: od bigoteryjnych duchownych przez akademickich profesorów aż do Voltaire’a. Jonathan Israel, jeden z najlepszych znawców Oświecenia, pisze, iż w dziejach filozofii oprócz Spinozy jeszcze tylko Karol Marks i Friedrich Nietzsche tak całkowicie przeciwstawiali się przekonaniom przyjętym przez ogół. Nie był wszakże Spinoza jakimś płomiennym rewolucjonistą, przeciwnie, prowadził życie samotne, nudne, spokojne i wstrzemięźliwe. Utrzymywał się ze szlifowania soczewek albo niewielkich datków przyjaciół, zależało mu bardzo, aby unikać zależności od kogokolwiek. Jego książki unikają emocji, chcą przemawiać do czytelnika rozumowaniami równie klarownymi i niewzruszonymi co podręczniki geometrii.
Nie znaczy to, że sam autor wyzbyty był uczuć. W roku 1665 postanowił napisać o Biblii, cudach i wolności filozofowania. Drażniły go przesądy teologów, jak też i to, że w oczach gawiedzi uchodził za ateistę. Sądził, że duchowieństwo nie powinno mieć jakichś specjalnych przywilejów, bo się od nich psuje:

…żądza piastowania urzędów świętych porwała rychło także ludzi najgorszych, pochopność do szerzenia religii boskiej zwyrodniała na brudną chciwość i ambitność, przy czym sama świątynia obróciła się na scenę, gdzie nie uczeni kościelni, lecz mówcy dawali się słyszeć, którym nie chodziło o to, aby lud pouczyć, lecz o to, aby go porwać do podziwiania siebie i poszczypać publicznie innowierców (…) Nic dziwnego przeto, że ze starodawnej religii nie pozostało nic, prócz obrzędów zewnętrznych (którymi tłum raczej podlizuje się Bogu, aniżeli go czci) i że wiara nie jest niczym innym, jak łatwowiernością i zabobonnością – ale jaką zabobonnością! – która, nie dając człowiekowi korzystać z jego własnego wolnego myślenia dla rozróżniania prawdy od nieprawdy, sprowadza człowieka rozumnego do poziomu zwierzęcia i jakby wymyślona była po to, aby zagasić zupełnie światło rozumu. (Traktat, przeł. I. Halpern-Myślicki, Wstęp §15 i 16)

W 1670 ogłosił anonimowo Traktat teologiczno-polityczny, książkę przyjętą wrogo i po pewnym czasie zakazaną, także w Holandii, nie tak znów liberalnej, jak by się zdawało.

Spinoza_Tractatus_Theologico-Politicus

Zdaniem Spinozy Biblia jest dokumentem ludzkim, a nie Pismem św. i należy ją czytać, tak samo jak każde dzieło wywodzące się z dawnych czasów. Nie zawiera ona żadnej szczególnej wiedzy: ani przyrodniczej, ani nawet moralnej, owszem, niektóre, wybrane przypowieści mogą się przydać w popularyzacji pewnych zasad moralnych wśród ludu. Filozof może wszystkie te zasady poznać na drodze czysto rozumowej, nie odwołując się do autorytetu żadnego tekstu. Prorocy nie wiedzieli więcej niż inni ludzie. Prorok Jozue walcząc z Amorytami rzekł (Joz 10,12-13):

Stań słońce, nad Gibeonem!
I ty, księżycu, nad doliną Ajjalonu!
I zatrzymało się słońce,
i stanął księżyc,
aż pomścił się lud nad wrogami swymi.

Spinoza komentuje: „…nic jaśniejszego w Piśmie św. nad to, że Jozue i może także ten, kto pisał jego dzieje, mniemał, że Słońce obraca się naokoło Ziemi, Ziemia zaś spoczywa”. Zdaniem Spinozy wojownik Jozue, tak jak i autor owej księgi biblijnej, nie mieli pojęcia o astronomii i łapanie ich za słówka w tej sprawie jest nonsensem. Tekst Biblii nic nam nie powie na temat budowy wszechświata. (Inaczej sądzono w Rzymie, skazując Galileusza, także duchowni protestanccy nie zawsze wypowiadali się roztropnie w tej sprawie.) Zresztą i opisany tu cud nie był żadnym cudem, lecz jakimś zjawiskiem naturalnym. Autor księgi Jozuego wierzył zapewne w to, co pisze, ale jego wiedza była ograniczona, kierowały nim przeświadczenia (by nie powiedzieć: przesądy) religijne, mogło także chodzić o propagandę Boga Izraela wśród ludów czczących Słońce (nasz Bóg potrafi więcej niż wasz).

Prosty lud bowiem przyjmuje, że moc i opatrzność Boga ujawnia się najjaśniej, gdy w naturze zachodzi coś niezwykłego i przeciwnego poglądowi na naturę, posiadanemu z przyzwyczajenia, zwłaszcza gdy takie zdarzenie przynosi dochód lub korzyść. Prosty człowiek nie upatruje w niczym tak jasnego dowodu istnienia Boga, jak w tym, że natura, według jego mniemania, nie zachowuje swego porządku, a dlatego sądzi, że nie wierzą w Boga, a przynajmniej w opatrzność boską ci, którzy usiłują wyjaśnić i zrozumieć rzeczy oraz cuda przez przyczyny naturalne. Ludzie prości mniemają, że Bóg nie jest czynny wtedy, gdy natura jest czynna w zwykłym swym trybie i że przeciwnie, moc natury i przyczyny naturalne pozostają w zawieszeniu wtedy, gdy Bóg działa. (Traktat, przeł. I. Halpern-Myślicki, początek rozdz. 6)

Dla Spinozy nie cuda, lecz zwykły bieg przyrody jest przejawem działania Boga i nie musi On sobie samemu przeczyć, dokonując niezwykłych sztuczek dla zwrócenia uwagi. Ludzie także są elementem natury i wbrew pozorom nie różnią się wiele od kamienia ciśniętego w powietrze. Do jednego z korespondentów filozof pisał:

A teraz zechciej łaskawie wyobrazić sobie, że kamień kontynuując swój ruch, myśli i wie, że stara się w miarę możności ruch swój nadal przedłużać. Ów kamień (…) będzie przeświadczony o tym, że jest absolutnie wolny i tylko z tej racji nadal trwa w swoim ruchu, iż tego pragnie. Otóż i owa wolność ludzka, której posiadaniem wszyscy się chełpią, a która tylko na tym polega, że ludzie świadomi są swoich popędów, nieświadomi natomiast przyczyn, których determinacji podlegają. Tak dziecko jest przekonane, że swobodnie pragnie mleka, rozzłoszczony chłopiec – że chce się zemścić, a tchórzliwy – że chce uciekać. (cyt. w: S. Nadler, Spinoza, przeł. W. Jeżewski, s. 373).

Kilka lat po ogłoszeniu Traktatu Spinoza umarł, prawdopodobnie na pylicę krzemionkową, której nabawił się przy pracach optycznych. Zdążył jeszcze napisać główne swe dzieło, Etykę. Przyjaciele uchronili jego papiery przed zniszczeniem, wydrukowano je z zachowaniem wszelkich ostrożności jako dzieła pośmiertne opatrzone słynnymi inicjałami B.D.S. (Benedictus de Spinoza). „Rękopisy nie płoną” – mówi u Bułhakowa Woland do Mistrza.

2 myśli nt. „Baruch Spinoza przeciwko cudom: Czy Bóg potrzebuje naszej miłości czyli łaska niewiary (1670)

  1. Super artykuł. Myśle że Spinoza, Leibnitz, Newton, Descartes, Locke byli perełkami filozofii XVII wieku. Akurat miałem przyjemność zapoznania się z historią filozofii Władysłwawa Taterkiewicza, naturalnie jest tam mowa o wielu filozofach, chętnie bym czytał więcej takich artykułów Pana autorstwa, lub o szkołach naprzykład empirizm, racjonalism, materlianizm, i tak dalej, pozdrawiam.

    Lubię

    • Nie skończyłem wprawdzie, ale i tak polecę Neala Stephensona i jego Trylogię Barokową. Proza o tym (m. in.) jak rodziła się współczesna nauka

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s