Papież i cykada

W 1623 roku Galileusz zadedykował swoje dzieło Waga probiercza papieżowi Urbanowi VIII, z którym łączyła go wieloletnia przyjaźń. Książka bardzo się spodobała papieżowi-poecie, a szczególnie przypadła mu do gustu przypowieść o cykadzie.

Otóż pewien człowiek zachwycał się bardzo śpiewem ptaków. Gdy usłyszał kiedyś nowy delikatny dźwięk, myślał zrazu, że to jakiś nieznany mu ptak. Okazało się jednak, że to pasterz dmie w kawałek drewna z dziurkami. Później odkrył inny nieznany mu dźwięk – tym razem to chłopiec wodził smyczkiem po napiętej strunie. Jeszcze innym źródłem dźwięku były wierzeje świątyni. W karczmie spotkał osobnika, który wydobywał dźwięki z kielicha, przesuwając palcem wzdłuż jego brzegu. W dalszym ciągu zapoznał się z różnymi instrumentami muzycznymi, a także sposobem wytwarzania dźwięku przez osy i koniki polne. Aż wreszcie natknął się na cykadę. W żaden sposób nie mógł przeniknąć, jak cykada wytwarza dźwięk: nie widać bowiem u niej żadnych ruchomych organów zewnętrznych. Szukając odpowiedzi, wbił igłę w tułów owada i w końcu go uśmiercił, lecz mimo to nie rozwiązał zagadki nieznanego mu sposobu wytwarzania dźwięku.

Jak się wydaje, papież widział w tej przypowieści morał o niewystarczalności nauki, która mozoli się nad wciąż nowymi teoriami, lecz nie podaje nam wyjaśnień ostatecznych. Także dziś często się słyszy, że wyjaśnienia naukowe są nic niewarte, bo są niepełne, a ponadto trudno za nimi nadążyć: uczeni jutro wymyślą jakąś nową teorię i w końcu nie wiadomo, która jest prawdziwa; zapewne żadna z nich.

Galileusz inaczej rozumiał swoją przypowieść: świat urządzony jest w sposób niezmiernie wyrafinowany i nigdy zapewne nie poznamy wszystkiego, co chcielibyśmy wiedzieć. Dlatego nie wolno zbyt łatwo przyjmować, że zjedliśmy już wszystkie rozumy: np. dzięki znakomitej koncepcji filozoficznej albo nadprzyrodzonemu objawieniu. Nie ma żadnego uniwersalnego klucza, który pozwoliłby za jednym zamachem poznać wszystko. Trzeba pokory, cierpliwości i krytycyzmu. Ale wszystko to nie oznacza, że nic nie wiemy – wręcz przeciwnie: są rzeczy, które rozumiemy, i jeśli ktoś uważa inaczej, to powinien to udowodnić.

Ta różnica poglądów wyostrzyła się wraz z publikacją głównego dzieła Galileusza Dialogu o dwu najważniejszych systemach świata: ptolemeuszowym i kopernikowym. Uczony starał się za pomocą obserwacji i logiki dociec przyczyn kryjących się za zjawiskami astronomicznymi i fizycznymi. Urban VIII, głowa Kościoła, uznał, że takie dociekania są zuchwałe i bezbożne, odzierając niejako Stwórcę z jakiejś cząstki jego tajemnicy. W dodatku astronomiczne wnioski Galileusza sprzeczne były z tekstem Pisma Świętego. Ciąg dalszy wszyscy znamy.

Reklamy

Czy słusznie ukarano Galileusza?

Od poniedziałku 12 listopada 2012 wchodzi do sprzedaży moja nowa książka o Galileuszu. Mam przy tym uczucie zamknięcia pewnego długiego cyklu. W 1996 roku, po wydaniu mojej pierwszej książki o Isaacu Newtonie, powziąłem zamysł napisania czegoś w rodzaju biografii podwójnej Johannesa Keplera i Galileusza. Miała to być zarazem historia przyjęcia poglądu, na pierwszy rzut oka szalonego – o ruchu Ziemi. Ostatecznie, po latach, zamiast podwójnej biografii powstały dwie osobne książki – wydany w 2007 Kepler i ukazujący się teraz Galileusz.

Rewolucja naukowa XVII wieku jest najbardziej niedocenianym procesem w historii. Mówi się wiele o wojnach, rozbiorach, władcach, traktatach pokojowych, choć w istocie były to na ogół drobne wydarzenia o lokalnym znaczeniu. Tym, co przeobraziło świat w ciągu ostatnich paru stuleci, była rewolucja naukowa. Dzięki niej piszę te słowa na komputerze, a nie gęsim piórem, i kiedy skończę, będą one dostępne z każdego prawie miejsca na Ziemi, do czego wystarczy niewielki smartfon. Co bardziej istotne, zmieniło się umeblowanie naszych głów, narzędzia, jakimi staramy się ujmować rzeczywistość. Aby narzędzia te były sprawne, trzeba poddawać je krytyce i racjonalnej, możliwie bezstronnej ocenie. Ważne jest przy tym, aby żadne twierdzenia nie były wyjęte spod krytyki tylko dlatego, że znalazły się w jakimś świętym tekście albo zostały wypowiedziane przez kogoś, kogo uważamy za nieomylny autorytet.

I tu od razu nasuwa się na myśl postać Galileusza i jego skazanie przez inkwizycję w 1633 roku. Uczony dobiegał już siedemdziesiątki i był sławny na całą Europę. Napisał książkę, w której dyskutował nad wadami i zaletami tradycyjnego, Ptolemeuszowego, systemu świata w porównaniu z nowym, Kopernikańskim. Galileusz wypowiadał w niej wiele nowych i istotnych poglądów, była ona podsumowaniem jego dorobku i zarazem arcydziełem prozy naukowej.

Kościół katolicki nie chciał uznać ruchu Ziemi, ponieważ z Pisma Świętego wynikało, że Ziemia jest nieruchoma. W istocie astronomia biblijna jest wielce prymitywna i wzbudziłaby zapewne wesołość nie tylko Ptolemeusza, ale nawet Arystotelesa, gdyby ją poznali. O kulistości Ziemi także nie ma w Biblii ani słowa, lecz w XVII wieku nikt nie zamierzał jej kwestionować w oparciu o autorytet świętego tekstu. Kościół katolicki był jednak w stanie wojny z protestancką połową Europy i jak to na wojnie, wyżej ceniło się wierność niż rozum. Hierarchia Kościoła była święcie przekonana, że we wszechświecie nie ma już nic do odkrycia, bo wszystko, co ważne, znajduje się w Biblii. Upierano się też przy tym, by – w przeciwieństwie do protestantów – jak najdosłowniej rozumieć Pismo Święte.

Książka Galileusza rozsierdziła papieża Urbana VIII, prywatnie bliskiego znajomego uczonego. Nakazał jej konfiskatę i przekazał sprawę inkwizycji. Nieistotny stał się fakt, że dzieło czytane było przez kilku cenzorów i uzyskało oficjalne pozwolenia na druk. Nieistotny także stał się fakt, że nie było zakazu prowadzenia dyskusji na temat ruchu Ziemi. Hierarchia Kościoła dyskusję wyobrażała sobie w ten sposób, że zawsze dochodzi się w niej do z góry upatrzonych wniosków – w tym przypadku należało dojść do wniosku, że Kopernik się mylił. Po krótkim upokarzającym starego człowieka pokazowym procesie, w którym papież osobiście nakazał postraszenie go torturami (bez ich stosowania), Galileusz skazany został na bezterminowe więzienie. W rezultacie resztę swego życia, niemal dziewięć lat – spędził w areszcie domowym. Kiedy umarł, zakazano wystawienia mu pomnika w Santa Croce, gdzie był pochowany. Jego książka została zakazana i w zaszczytnym sąsiedztwie Kopernika i Keplera znajdowała się na indeksie aż do XIX wieku.

Skazanie Galileusza, wbrew intencjom inkwizytorów, zapewne przyspieszyło przyjęcie kopernikanizmu w Europie. Dwadzieścia lat po ukazaniu się dzieła toskańskiego uczonego kwestia była już praktycznie przesądzona. Na szczęście dla nauki główne jej ośrodki znajdowały się już w krajach protestanckich i we Francji, gdzie nie przejmowano się zbytnio inkwizycją rzymską.
Po stronie kościelnej sprawa Galileusza nie została zamknięta właściwie aż do dziś. Ponieważ uczony naraził się instytucji potężnej i wpływowej, przez całe wieki starano się go przedstawiać jako nieodpowiedzialnego wichrzyciela, zbłąkany umysł, człowieka ogarniętego niezdrową ambicją. Zarzucano mu, że był złym uczonym, nie znał się na teologii, nie rozumiał metody naukowej, był kłamcą i oszustem. Robiło tak wielu katolików, sądząc zapewne, że broni wiary. Nawet papież Jan Paweł II nie potrafił zdobyć się na przyznanie Galileuszowi racji we wszystkich obszarach: nauki, metodologii, a także teologii. Choć wypada wspomnieć i o tych uczonych katolickich, którzy w sprawie Galileusza prowadzili bezstronne i uczciwe badania, ich głos nie przebijał się jednak zazwyczaj do oficjalnych wystąpień hierarchów Kościoła katolickiego.

Link do wydawnictwa PIW