Einstein o patriotyzmie (1915)

Toczyła się wojna światowa, Niemcy napadły na Belgię, popełniając wiele zbrodni wojennych i łamiąc traktaty. Wszystko po to, aby raz jeszcze upokorzyć Francuzów i zdobyć Paryż, jak w roku 1871. Tym razem sztuka się nie udała i linia frontu ustabilizowała się na całe lata, ponieważ żadna ze stron nie potrafiła ustąpić. Einstein obserwował to ze zgrozą. Przeniósł się niedługo przed wybuchem wojny do Berlina, skuszony posadą członka Pruskiej Akademii Nauk (najmłodszego w dziejach) i brakiem obciążeń pedagogicznych. Był obywatelem Szwajcarii, jako nastolatek zrzekł się obywatelstwa Rzeszy, ponieważ nie chciał służyć w wojsku. Teraz, otoczony zewsząd entuzjazmem i bojowym nastawieniem niemieckich kolegów, pogrążył się w pracy. Czuł się jak ktoś zdrowy psychicznie w domu wariatów.

Zabijanie wrogów ojczyzny, w ogóle zabijanie, nie było w jego pojęciu łatwe do moralnego usprawiedliwienia. Wśród lektur uczonego znalazł się esej Lwa Tołstoja Chrześcijaństwo i patriotyzm, w którym autor pisał:

Wszyscy uważamy się za wolnych, wykształconych, humanitarnych ludzi, a także za chrześcijan, jednocześnie jednak znajdujemy się w takiej sytuacji, że gdyby jutro Wilhelm obraził się na Aleksandra albo pan N.N. napisał podburzający artykuł o kwestii wschodniej, albo jakikolwiek książę ograbił jakichkolwiek Bułgarów albo Serbów, albo jakaś królowa czy cesarzowa obraziła się z jakiegokolwiek powodu, to my wszyscy, humanitarni chrześcijanie, powinniśmy iść zabijać ludzi, których nie znamy i wobec których mamy takie same przyjazne uczucia jak wobec wszystkich ludzi. (…) Do tego, aby wprowadzić największe i najważniejsze zmiany w życiu ludzkości, nie potrzeba wielkich czynów: ani uzbrojenia milionowej armii, ani budowy nowych dróg i maszyn, ani urządzania wystaw, ani zakładania związków robotniczych, ani rewolucji, ani barykad, ani wybuchów, ani wynalazków, ani latania w powietrzu – potrzebna jest jedynie zmiana przekonań opinii publicznej.

Tołstoj porównywał w tym eseju patriotyczne uniesienia do swoistej społecznej epidemii, do czegoś na kształt opisanej przez profesora psychiatrii z Kijowa Iwana Sikorskiego malewanszczyzny: kiedy wśród chłopów z niektórych wsi guberni kijowskiej zaczęła szerzyć się wiara, iż niebawem nastąpi koniec świata, przestali pracować, zaczęli ucztować, rozdawać swoje mienie albo kupować rzeczy zupełnie im niepotrzebne, np. parasolki czy jedwabne chusteczki, i stracili zainteresowanie dla wszelkich codziennych obowiązków.

Einstein zgadzał się z zawartą w eseju krytyką wychowania społecznego. W samym środku gorączkowej pracy nad teorią grawitacji, na przełomie października i listopada 1915 roku, znalazł czas, by napisać krótki tekst zawierający jego poglądy na temat wojny. Powstał on na prośbę Towarzystwa Goethego (Goethebund), które przygotowywało właśnie„księgę pamiątkową ojczyzny”, Das Land Goethes 1914–1916 („Kraj Goethego 1914–1916”). Uczony pisał:

Psychologiczne korzenie wojny mają według mnie swe biologiczne podłoże w agresywnym charakterze samców. Nie tylko my – «korona stworzenia» – możemy się poszczycić tym wyróżnieniem; niektóre zwierzęta, np. byk i kogut, przewyższają nas w tym względzie. Owa skłonność do agresji wysuwa się na plan pierwszy, ilekroć poszczególne samce znajdą się obok siebie, a jeszcze bardziej, kiedy mają ze sobą do czynienia bliskie sobie społeczności. Prowadzi to niemal zawsze do sporów, które kończą się na kłótniach i morderstwach, jeżeli nie podejmie się stosownych środków zaradczych, aby im zapobiec. Nigdy nie zapomnę krwiożerczej i szczerej nienawiści, jaką żywili przez lata moi szkolni koledzy do pierwszoklasistów ze szkoły na sąsiedniej ulicy. Toczyły się niezliczone bójki na pięści, w wyniku których niejeden malec miał rozbitą głowę. Któż może wątpić, iż wendeta i pojedynki wyrastają z uczuć tego rodzaju?

(…) Mimo niewymownie smutnej sytuacji obecnej, przekonany jestem, że w najbliższej przyszłości będzie możliwe utworzenie w Europie ponadnarodowej organizacji, która sprawi, iż wojny europejskie staną się tak samo niemożliwe, jak teraz w Rzeszy Niemieckiej niemożliwa jest wojna pomiędzy Bawarią i Wirtembergią.

Opowiadał się też Einstein za przewietrzeniem ideału patriotyzmu, który pod pozorem świętości skrywa mordercze instynkty wobec innych, i otwarcie deklarował swe internacjonalistyczne przekonania:

Można zastanawiać się nad pytaniem: czemu podczas pokoju, kiedy wspólnota państwowa tłumi niemal każdą formę męskiej wojowniczości, ludzie nie tracą tych zdolności i motywacji, które umożliwiają im popełnianie masowych zbrodni na wojnie? Przyczyny wydają mi się następujące. Kiedy zaglądam do umysłu zwykłego dobrego obywatela, widzę w nim jasno oświetlony, przytulny pokoik. Gospodarz pokazuje każdemu gościowi swoją dumę: stojący w kącie, troskliwie przechowywany relikwiarz, na którym dużymi literami wypisane jest słowo patriotyzm. Zazwyczaj nie wolno otwierać tego relikwiarza. Co więcej, gospodarz sam nie wie albo ledwie się domyśla, że relikwiarz ów skrywa moralne rekwizyty bestialskiej nienawiści i masowych zbrodni, które wydobędzie z niego w razie wojny, by ich użyć. Relikwiarza tego rodzaju nie znajdziesz, drogi czytelniku, w moim pokoju i byłbym szczęśliwy, gdybyś i ty uznał, że w owym kącie twojego pokoju pianino albo półka z książkami byłyby bardziej na miejscu niż tamten mebel, który uważasz za znośny jedynie dlatego, że przywykłeś do niego od wczesnej młodości.
Nie mam zamiaru ukrywać swoich ponadnarodowych przekonań. Ludzie i ludzkie organizacje są mi bliskie zależnie od tego, jak oceniam ich zamiary i zdolności. Państwo, do którego należę jako obywatel, nie odgrywa w moim życiu duchowym żadnej roli, ponieważ postrzegam je raczej jako związek oparty na interesie, tak jak moje stosunki z towarzystwem ubezpieczeń na życie. (Z tego, co wyżej powiedziałem, powinno być jasne, że muszę starać się być obywatelem takiego państwa, które nie będzie mnie zmuszać do udziału w wojnie.)

Cały ostatni fragment nie ujrzał wówczas światła dziennego – wypowiadanie publicznie myśli tego rodzaju podczas trwającej wojny mogłoby niepotrzebnie zdemobilizować czytelników.

Po cóż jednak tyle słów – kończył swą wypowiedź Einstein – skoro mogę wszystko zamknąć w jednym zdaniu, i to zdaniu, które mnie, jako Żydowi, szczególnie przystoi wypowiedzieć:

«Czcijcie Pana waszego, Jezusa Chrystusa, nie tylko słowami i pieśnią, lecz przede wszystkim uczynkami».

To, co czasem sprawiało u Einsteina wrażenie cynizmu, było raczej swego rodzaju prostotą; podobnie myślał Tołstoj, który nie potrafił zrozumieć, jak chrześcijanin może zabijać.

Reklamy

Lew Tołstoj i Henri Poincaré o wartości nauki, 1884-1905

Wiele wiele lat temu, kiedy jeszcze studiowałem, przyjaciel oglądał moją bibliotekę i zauważył książkę Jak być dobrym, sięgnął po nią na półkę i wtedy dopiero zobaczył pełny tytuł: Jak być dobrym empirystą (był to zbiór artykułów Paula Feyerabenda) – i rozczarowany odłożył ją z powrotem. „Myślałem, że to książka Jak być dobrym człowiekiem” – wyjaśnił.
Pod koniec lat siedemdziesiątych wieku dziewiętnastego autor Wojny i pokoju i Anny Kareniny nabrał głębokiego przeświadczenia, iż jego życie utraciło sens: „No dobrze, będziesz bardziej sławny od Gogola, Puszkina, Shakespeare’a, Molière’a – wszystkich pisarzy świata – no i co z tego?”. Tołstoj przestał wtedy chodzić na polowania z obawy, że zbyt łatwo byłoby mu skończyć ze sobą, pozorując wypadek. Kusiła go myśl, że mógłby się powiesić we własnym pokoju, kiedy wieczorem zostawał sam. W naszym wieku medycyny i łatwych wyjaśnień powiedziano by zapewne, że popadł w depresję wieku średniego (przekroczył pięćdziesiątkę) i starano by się zaordynować pisarzowi jakieś leki antydepresyjne. Nie dowiemy się, czy mogłoby to pomóc. W każdym razie Lew Tołstoj, broniąc się przed rozpaczą, zwrócił się ku religii, starał się też zrozumieć, co mówią nauki w sprawach ważnych dla człowieka. Czytał książki, rozmawiał z najróżniejszymi ludźmi: profesorami, duchownymi, sekciarzami, starcami słynącymi pobożnością. Odrzucił z czasem wiarę prawosławną na rzecz ewangelicznego ubóstwa i prostych zasad, którymi ludzie powinni się kierować w życiu i które powinny zbliżać, a nie dzielić. Ich źródłem były nauki Sokratesa, ale i biblijnego Salomona czy Buddy. Cerkiew prawosławna zareagowała przewidywalnie: cenzurą i potępieniami. Jednym z zabawniejszych przykładów tej reakcji wzburzonych, acz niezbyt światłych, dostojników jest fresk namalowany w cerkwi ikony Matki Boskiej w Tazowie przedstawiający Lwa Tołstoja w piekle.Leo_Tolstoy_in_the_hell

Obrazek ten przywodzi na myśl ludową „teologię”, popularną wśród niektórych także i w polskim Kościele, że kapłani i zakonnice w zasadzie są bez grzechu, a zbawienie zapewnia im ich urząd bez względu na moralność. Posiadają oni także jako pasterze zdolność oddzielania owiec od kozłów, wyręczając w tym trudzie Stwórcę i wykonując niejako za Niego niewdzięczne zadanie wstępnej selekcji dusz.
Tołstoj może nas razić skrajnością niektórych poglądów, z pewnością jednak był człowiekiem niezwykle przenikliwym, obdarzonym zmysłem krytycznej – aż do bólu – obserwacji, nie zadowalającym się wygodnymi odpowiedziami na fundamentalne pytania.
Z jego punktu widzenia nauka przynosi jedynie rozczarowanie. Na pytanie: „Czemu żyję?” udziela bowiem odpowiedzi wykrętnej i pośredniej, objaśniając zjawiska zachowaniem jakichś obiektów coraz niższego poziomu, oddalając się stopniowo od pytań istotnych dla człowieka w stronę kwestii coraz bardziej abstrakcyjnych, a przez to nieważnych. Zamiast poznać lepiej jakiś przedmiot, który mamy przed oczami, oddalamy się od niego tak daleko, że nie widać już szczegółów jego powierzchni ani barw i zamienia się on dla nas w abstrakcję. Całą złożoność i zmienność świata nauka wciska siłą w prokrustowe łoże swoich praw. Co więcej, zamiast zbudować dom dla człowieka, informuje go o mnóstwie nieistotnych faktów, o które nikt nigdy nie pytał: mówi nam o składzie chemicznym gwiazd, o tym, że Słońce porusza się w kierunku gwiazdozbioru Herkulesa, o pochodzeniu gatunku Homo od zwierząt, o kształcie nieskończenie małych atomów i drganiach eteru. Na temat znaczenia i sensu życia ludzkiego ma natomiast tylko tyle do powiedzenia, że jesteśmy konglomeratami cząstek, które czas jakiś trwają, a potem się rozpadają. „Nauka bada wszystko – twierdzą naukowcy. Jednak wszystko to za wiele. Wszystko to niezliczona mnogość obiektów. Nie można badać wszystkiego jednocześnie. Tak jak latarnia nie może oświetlać wszystkiego, lecz oświetla jedynie miejsce, ku któremu jest zwrócona, albo kierunek, w którym idzie niosący ją człowiek, tak samo nauka nie może badać wszystkiego, lecz nieuchronnie bada jedynie to, ku czemu zwróci się jej uwaga. I jak latarnia oświetla najjaśniej te miejsca, które są najbliżej, a słabiej te położone daleko od niej i wcale nie oświetla przedmiotów, do których jej światło nie dociera, tak również ludzka nauka we wszystkich swoich odmianach zawsze badała i nadal najstaranniej bada to, co najważniejsze wydaje się badaczom, mniej starannie to, co wydaje im się mniej ważne, całkiem zaniedbując wszystko pozostałe”. Tołstoj sądzi, że nauka się wyalienowała, kierunki jej rozwoju określa bowiem zamknięta kasta uczonych, a nie ludzkie potrzeby.

essaysletters00
Krytyka Tołstoja nie zestarzała się chyba przez ostatnie sto lat. Wciąż wielu, może nawet większość ludzi, chciałaby się dowiedzieć, jak żyć, a nie że wszechświat liczy sobie 13,8 mld. lat i powstał w Wielkim Wybuchu. Pisarz sądził, że nauka zajmuje się pytaniami trywialnymi, bo niezbyt chyba cenił uczonych. Jego obserwacja jest natomiast trafna w tym sensie, że interesujące pytania w nauce zwykle pomieszane są z nieinteresującymi. Nie zawsze nawet od razu można stwierdzić, co jest interesujące. Pomiary oporu elektrycznego w zależności od temperatury są dość rutynowe, ale gdy odkryjemy zjawisko znikania tego oporu w pewnej temperaturze – nadprzewodnictwo – rzecz przestaje być rutynowa. Oczywiście, można by dalej sprawy nie badać i zadowolić się faktem. Lecz badania prowadzono, starano się zrozumieć, jaki jest mechanizm nadprzewodnictwa, co się udało w odniesieniu do niektórych materiałów. A kiedy to zrozumiano, okazało się, że podobne zjawiska zachodzą w zupełnie innej dziedzinie: cząstek elementarnych, co doprowadziło do odkrycia bozonu Higgsa. I rzeczywiście, nikt się nie spodziewał, że idąc stopniowo od pytania do pytania dojdziemy aż do bozonu Higgsa i masy cząstek elementarnych. Droga ta nie jest przypadkowa w tym sensie, że nie można zapewne przeskoczyć jej etapów. Tołstoj nie doceniał faktu, że nauka postępuje od pytania do pytania nie tylko dlatego, że to uczeni stawiają sobie jakieś cele, ale w dużym stopniu prowadzi ich pewna linia rozwoju: jedno odkrycie rodzi drugie. Marna nauka wiedzie na manowce, dobra prowadzi dokądś.
Można oczywiście twierdzić, że nadal nic z tego nie wynika, bo po co to komu. Są to wszystko jałowe ćwiczenia. Jednak wszelkie pozostałe metody porządkowania ludzkiego doświadczenia okazały się zdecydowanie bardziej jałowe: filozofia, religia, różne ideologie parareligijne czy totalitarne nie uczyniły ludzi z pewnością lepszymi, jak też niczego nie pozwoliły zrozumieć naprawdę. Być może potrzeby naszego serca nie są zaspokajane przez naukę: także i teraz „Magia i gnoza szerzą się jak nigdy”, a na Stadionie Narodowym w czerwcu 2013 po dość kameralnych Warszawskich Targach Książki odbyły się rekolekcje ojca Bashobory z udziałem arcybiskupa Hosera – tym razem stadion był nabity ludźmi, którzy pragnęli zostać uzdrowieni przez czarownika z Afryki. Cuda są fajniejsze od nudnych prawidłowości. Także od tej prawidłowości, że starzejemy się i kiedyś umrzemy. I jeśli nie pomoże nam medycyna, to zapewne nic nam nie pomoże.
Nauka prowadzi nas daleko od świata ludzkich doświadczeń, ale i sam ten świat się zmienia: dzisiejszy młody człowiek nierozstający się ze smartfonem ma inaczej umeblowaną głowę niż pańszczyźniany chłop rosyjski z czasów hrabiego Tołstoja. Nauka i technologia zmieniają także nas samych, nie wiem, czy znalazłoby się wielu chętnych, aby porzucić całą tę złą cywilizację, samemu orać i samemu szyć sobie buty.
Z Lwem Tołstojem polemizował znakomity matematyk francuski Henri Poincaré w książce O wartości nauki: „Nie możemy poznać wszystkich faktów i musimy wybrać te, które są godne poznania. Gdybyśmy mieli wierzyć Tołstojowi, uczeni wybieraliby na chybił-trafił zamiast mieć na względzie zastosowania praktyczne. Uczeni tymczasem uważają pewne fakty za bardziej interesujące niż inne, dlatego że uzupełniają one pewną harmonię niedokończoną lub też pozwalają przewidzieć wiele innych faktów. Jeżeli się mylą, jeżeli owa hierarchia faktów, którą postulują, jest tylko czczym złudzeniem, wówczas nie mogłaby istnieć nauka dla nauki, a więc też nie byłoby wcale nauki (…) pokazałem wyżej, jak wielką wartość posiadają fakty astronomiczne, nie dlatego aby nadawały się do zastosowań praktycznych, lecz dlatego że są najbardziej pouczające ze wszystkich faktów”. Poincaré zwraca uwagę, że właśnie astronomia – nauka o tym, co od nas najbardziej oddalone – dała początek całej nowożytnej fizyce i szerzej całej naszej cywilizacji. Francuski uczony pisze dalej: „Dziwiono się formule «nauka dla nauki», a przecież jest ona tyle przynajmniej warta, co «życie dla życia», a nawet tyle co «szczęście dla szczęścia», skoro życie jest tylko nędzą, skoro nie sądzimy, aby wszystkie przyjemności były jednakowej wartości, skoro nie godzimy się na to, aby cywilizacja miała na celu dostarczanie alkoholu tym, którzy lubią pić. (…) historia geologiczna uczy, iż życie jest tylko krótkim epizodem między dwiema nieskończonościami śmierci i że nawet w tym epizodzie świadoma myśl nie trwała i nie będzie trwała dłużej niż chwilę. Myśl jest zaledwie rozbłyskiem pośród długiej nocy, ale to ten rozbłysk jest wszystkim” (przekł. L. Silbersteina, zmodyfikowany).
Lew Tołstoj, Исповедь, 1884.
Lew Tołstoj, Предисловье к статье Эдуарда Карпентера ‚Современная наука’, 1898.
Henri Poincaré, Wartość nauki, Warszawa-Lwów 1908.

Ilustracja fresku: Wikimedia Commons, portret Tołstoja z wydania Essays and Letters, Henry Frowde, Oxford University Press 1911 (seria The World’s Classics).