Albert Einstein o Hitlerze (1935)

W roku 1933 i latach następnych Adolf Hitler był w Niemczech niewątpliwie „człowiekiem roku”. Choć nigdy nie zdobył samodzielnej większości parlamentarnej, rządził, nie oglądając się na takie regulaminowe szczegóły. Zresztą opozycja najpierw była podzielona, później poparła go prawicowa DNVP, a jeszcze później rozwiązał wszystkie partie. Trudno dziś zrozumieć, co tak uwodzicielskiego miały wygłaszane przez niego paranoiczne brednie. Prawdopodobnie miliony ludzi pragnęły odreagować swoje własne upokorzenia i swoje własne niepowodzenia – Hitler był do nich podobny, lecz umiał to przekuć w sukces i władzę. Niemcy mieli kompleks osaczenia: wokół był zły świat, który dybał na ich dobrostan, nie pozwalał poszerzyć granic i miał pretensje o jakieś zbrodnie wojenne w Belgii. Zresztą wróg czyhał także wewnątrz: Żydzi knuli, spiskowali i manipulowali biednymi prostolinijnymi Niemcami.

„Berliner Illustrirte Zeitung”, która kiedyś zamieściła portret Einsteina, teraz miała nowych bohaterów.

ALBERT EINSTEIN (1879-1955). American (German-born) theoretical physicist. On the cover of 'Berliner Illustrirte Zeitung,' 1919.

BIZ-10.9.1933_a

Trudno wyobrazić sobie kogoś mniej podatnego na stadne emocje niż Einstein. Nie dlatego gardził Hitlerem, że był słynnym uczonym, którego nic w Niemczech nie trzymało. Gdyby nie odniósł sukcesu naukowego i pozostał nikomu nieznanym urzędnikiem biura patentowego, myślałby tak samo.

Każdy, komu sprawia przyjemność maszerowanie w szeregu przy dźwiękach muzyki, już przez to samo wywołuje we mnie uczucie pogardy; jedynie przez przypadek obdarzono go wielką mózgownicą, gdyż mlecz pacierzowy wystarczyłby najzupełniej na jego potrzeby. Ową hańbiącą plamę na honorze cywilizacji należałoby usunąć jak najprędzej. O jakże nienawidzę tego bohaterstwa na komendę, bezmyślnej przemocy i bogoojczyźniactwa [Vaterlenderei, słówko Nietzschego – J.K.]

A to jego niepublikowany tekst o Hitlerze. Nie został opublikowany prawdopodobnie dlatego, że mógłby zaszkodzić krewnym w Niemczech albo jego siostrze mieszkającej w faszystowskich Włoszech.

Ku wiecznemu wstydowi Niemiec rozgrywa się w sercu Europy groteskowy i tragiczny spektakl; nie przynosi on chwały wspólnocie narodów, które zwą się cywilizowanymi!

Przez wieki naród niemiecki poddawany był indoktrynacji przez niekończący się szereg nauczycieli i sierżantów od musztry. Niemców zmuszano do ciężkiej pracy i uczenia się wielu rzeczy, wpajając im jednocześnie ślepe posłuszeństwo, wojskową dyscyplinę i brutalność. Powojenna demokratyczna konstytucja Republiki Weimarskiej pasowała do obywateli Niemiec mniej więcej tak samo, jak szaty wielkoluda na Tomcia Palucha. Potem nadeszły inflacja i kryzys, i wszyscy żyli w strachu i napięciu.

Zjawił się Hitler, człowiek o miernych zdolnościach umysłowych, nienadający się do żadnej użytecznej pracy, zionący zawiścią i żółcią na wszystkich, których natura i okoliczności obdarzyły hojniej niż jego. Wywodząc się z dołów klasy średniej, miał na tyle dużo klasowej pychy, by nienawidzić nawet klasy pracującej walczącej o większą równość w poziomie życia. Najbardziej ze wszystkiego znienawidził jednak kulturę i wykształcenie, na zawsze mu niedostępne. W swym desperackim pragnieniu władzy odkrył, iż jego przemówienia, tak mętne i przesiąknięte nienawiścią, przyjmowane są z dzikim aplauzem przez tych, których sytuacja i orientacja podobne były do jego własnej. Pozbierał te ludzkie szumowiny na ulicach i w piwiarniach i zorganizował wokół siebie. W taki sposób rozpoczął karierę polityczną.

Tym jednak, co przesądziło o jego przywództwie, była nieprzejednana nienawiść do wszystkiego, co zagraniczne, a zwłaszcza jego odraza do bezbronnej mniejszości, niemieckich Żydów. Ich wrażliwość intelektualna wywoływała u niego niepokój, uznawał ją – do pewnego stopnia słusznie – za niegermańską.

Bezustanne tyrady przeciwko tym dwóm «wrogom» pozwoliły mu zdobyć poparcie mas, którym obiecywał wspaniałe triumfy i złoty wiek. Sprytnie wykorzystał do swoich celów odwieczne niemieckie zamiłowanie do dyscypliny, rozkazów, ślepego posłuszeństwa i okrucieństwa. W taki sposób został Führerem.

Pieniądze płynęły obficie do jego skarbca, w niemałej części od klas posiadających, bo te widziały w nim narzędzie, mogące zapobiec społecznemu i ekonomicznemu wyzwoleniu narodu, które zaczęło się w Republice Weimarskiej. Grał przed ludźmi, wykorzystując romantyczną i pseudopatriotyczną frazeologię, do której zostali przyzwyczajeni w okresie poprzedzającym wojnę światową, a także oszustwo o rzekomej wyższości rasy aryjskiej czy nordyckiej, które jest mitem wymyślonym przez antysemitów do realizacji ich złowieszczych celów. Jego rozszczepiona osobowość sprawia, iż nie można stwierdzić, w jakim stopniu on sam wierzy w ów nonsens, który wciąż propaguje. Jednakże ci, którzy się wokół niego zgromadzili albo którzy wypłynęli na powierzchnię na fali nazizmu, to w przeważającej części zatwardziali cynicy, dokładnie świadomi fałszu stosowanych przez siebie metod.

Tymczasem koledzy Einsteina, tacy jak Max Planck, starali się dbać o naukę niemiecką (nieco skurczoną po wyjeździe Żydów), wszystko inne traktując jako nienależące do ich obowiązków. Tutaj widzimy Maksa Plancka na rocznicowym zebraniu Kaiser-Wilhelm Gesellschaft w 1936 roku.

planck 25 lat KWG 1936

Można powiedzieć, że bez Einsteina wszystko szło nawet lepiej: Instytut Fizyczny tego towarzystwa po Einsteinie miał nowego dyrektora Petera Debye’a, który nareszcie zdobył fundusze na wzniesienie budynku dla tej placówki – częściowo pochodziły z Ministerstwa Lotnictwa, częściowo zaś z Fundacji Rockefellera. Holender z pochodzenia, wybitny fizyk, Debye, jak się zdaje, nie był nazistą, starał się być apolityczny; nawet gdy wyjechał później do Stanów Zjednoczonych, urządził to tak, że był tylko urlopowany z Instytutu i pozostawiona w Berlinie córka pobierała jego wynagrodzenie.

Po wojnie Otto Hahn zaproponował Einsteinowi członkostwo w nowym Max-Planck-Gesellschaft, założonym po likwidacji Kaiser-Wilhelm-Gesellschaft.

„Postawa niemieckich intelektualistów – rozpatrywanych jako klasa – nie była lepsza niż motłochu” – odpisał mu Einstein, uzasadniając odmowę. Nie zezwalał też na wznowienia swoich książek w Niemczech.

Reklamy

Lise Meitner, Otto Frisch: rozszczepienie jąder uranu, 1939

Lise Meitner była drugą w historii kobietą, która otrzymała doktorat z fizyki na uniwersytecie w Wiedniu. Było to w roku 1905. Żydówka z zasymilowanej rodziny, niezwiązanej z religią i tradycją żydowską, kilka lat później przeszła oficjalnie na luteranizm. Wkrótce wyjechała do Niemiec i zaczęła pracować w Kaiser-Wilhelm Institut, znakomitym wówczas ośrodku badawczym, gdzie jej kolegą był m.in. Albert Einstein. Przez niemal dwadzieścia lat prowadziła doświadczenia z fizyki jądrowej, blisko współpracując z Otto Hahnem, chemikiem. Była samotna, nieśmiała, nie założyła rodziny, od rana do wieczora pracowała. Kiedy przez długie godziny siedzieli, mierząc okresy połowicznego rozpadu, gwizdała Brahmsa albo Schumanna (jej siostra była koncertową pianistką).

492px-Lise_Meitner12Lise (Elise) Meitner w roku 1906

W roku 1933 instytut „oczyszczono” z Żydów, ustąpić musiał nawet zasłużony Fritz Haber, skądinąd niemiecki nacjonalista, dzięki któremu podczas pierwszej wojny światowej Niemcy wyprodukowali broń chemiczną. Wyjechał z Niemiec także siostrzeniec Lise Meitner, Otto Frisch, również zajmujący się fizyką jądrową. Meitner została, bo choć była Żydówką, miała obywatelstwo austriackie i formalnie nie dotyczyły jej ustawy o czystości rasowej. Ordnung muß sein.
Meitner usiłowała kontynuować pracę nie rozglądając się wokół i ignorując sytuację polityczną (po latach przyznała, że to był błąd i że trzeba było od razu wyemigrować z Niemiec). Aż do roku 1938 pracowała wraz z Hahnem nad wytwarzaniem pierwiastków transuranowych za pomocą poddawania jąder uranu działaniu swobodnych neutronów – jako cząstki neutralne mogą one bez przeszkód wnikać do dodatnio naładowanego jądra. Włączenie Austrii do III Rzeszy zmieniło niemal z dnia na dzień sytuację prawną Meitner. Zaczęła starać się o wyjazd, nazistowskie władze robiły trudności, ostatecznie uciekła do Danii i dalej do Szwecji, dzięki czemu zapewne uniknęła obozu.
W Szwecji zatrudniono ją, ale nie miała warunków do kontynuacji pracy eksperymentalnej. Miejscowi koledzy mieli chyba przed nią kompleks niższości (zasłużony), w dodatku była kobietą. Korespondowała systematycznie z Otto Hahnem, który kontynuował ich pracę. Byli wieloletnimi bliskimi przyjaciółmi. To Meitner pierwsza zrozumiała, co naprawdę dzieje się w doświadczeniach z neutronami: ciężkie jądro uranu rozszczepia się na dwa lżejsze. Wydziela się przy tym energia gigantyczna energia, około 200 MeV – dla porównania w reakcjach chemicznych wydzielają się energie rzędu pojedynczych eV. Razem z Otto Frischem Meitner napisała krótki list do „Nature”, który ukazał się w lutym 1939 roku i wyjaśniał obserwowane zjawiska. Meitner zdała też sobie pierwsza sprawę, skąd pochodzi ta wielka energia: w reakcjach rozszczepienia część masy substratów zamienia się na energię zgodnie ze wzorem Einsteina E=mc^2.

nature4
W nauce często bywa tak, jak z wyprawą Kolumba: chciał dotrzeć do Indii, a odkrył Amerykę. Także Hahn i Meitner usiłowali wytworzyć pierwiastki cięższe od uranu, a odkryli rozszczepienie jądrowe. Wiemy, jak ważne okazało się to odkrycie dla losów II wojny światowej i dla ustalenia powojennego podziału Europy. Otto Hahn otrzymał za to odkrycie Nagrodę Nobla z chemii za rok 1944, wręczoną już po wojnie. Lise Meitner została pominięta, choć oprócz ostatniego roku, była ona co najmniej równorzędnym partnerem Hahna przez wiele lat. Oboje byli zresztą, razem lub osobno, nominowani kilka razy wcześniej do tej nagrody. Historycy, którzy badali dokumenty Komitetu Noblowskiego (po 50 latach są one udostępniane), twierdzą, że pominięcie Meitner wynikało z połączenia różnego rodzaju uprzedzeń. Decyzję podejmowali chemicy, słabo przygotowani do oceny prac interdyscyplinarnych (w reakcjach pojawiały się nowe pierwiastki – nie była to czysta chemia, szczerze mówiąc nie była to w ogóle chemia). Szwedzkie środowiska naukowe z sympatią traktowały nazistowskie Niemcy, Hahn był przyzwoitym Niemcem, nie był nazistą, ale też nie próbował w najmniejszym stopniu protestować przed zbrodniami swego państwa. Uczeni szwedzcy mieli też dość słabą orientację w nagradzanej dziedzinie i niepotrzebnie się pospieszyli, w tamtym momencie wiele badań w tej dziedzinie było jeszcze utajnionych. Byłoby przyjemnie napisać, że osobista przyjaźń Meitner i Hahna, tak bliska przed wojną, przetrwała te próbę. Wiele jednak wskazuje, że tak się nie stało.