Dlaczego nigdy nie zagłosuję na PiS?

Stan państwa polskiego po czterech latach rządów PiS najlepiej ilustruje okładka z sierpniowej „Polityki”. Otóż mamy cyrk zamiast Sejmu z Senatem, rząd, który nie podejmuje samodzielnych decyzji, premiera, który nim nie kieruje i nie może nawet samodzielnie odwołać ani powołać swoich podwładnych, bo stoi za nisko w partyjnej hierarchii, Trybunał Konstytucyjny pod przewodem paniusi za słabej do sądu okręgowego (a naprawdę pana agenta służb), NIK kierowany przez pana b. właściciela bajzlu (też człowieka służb i Opus Dei), Bank Narodowy dziwnie przypominający harem prezesa, zmieniających się jak w kalejdoskopie przygłupów na czele spółek skarbu państwa, zdemolowaną i złamaną prokuraturę, przetrąconych sedziów coraz częściej niestety wydających kuriozalne wyroki o kobietach atakujących głową buty chuliganów itp (nie z głupoty – bo to zawsze się może zdarzyć, ale ze strachu przed zwierzchnikami), media publiczne zarządzane tak, jak interes tego pana od NIK, a działające jak za najlepszych faszystowskich czasów. „My po prostu potrafimy rządzić” – zapewnia prezes, bez którego decyzji nawet partyjna mysz nie piśnie.

Najlepszy okres w nowożytnej historii Polski dobiega właśnie końca. Jeszcze działają niektóre instytucje, jeszcze nie wszystko zostało opanowane przez członków Opus Dei i zwykłych cwaniaczków z prowincji. Wciąż rozwija się gospodarka, rośnie PKB – jak wspaniale jest wysysać tę Polskę w ruinie, która zostawiła finanse w świetnym stanie, nieźle funkcjonującą, bo prywatną gospodarkę, potrafiła budować autostrady, zorganizowała sieć szkół gimnazjalnych, zdemolowaną teraz kaprysem prezesa. Pomału to się kończy, zasiłki i urzędowe płace minimalne nie sprawią, że dogonimy gospodarczo Niemcy, a kontrole skarbowe grożące więzieniem nie zachęcą do inwestowania prywatnych kapitałów. Na chwilę zorganizujemy kapitał zabierając składki emerytalne i finansując z nich różne PESY i Jelcze, ale oczywiście daleko się na tym nie zajedzie. Możemy znacjonalizować jeszcze jeden czy drugi bank, ale ani pieniędzy, ani rozsądku w decyzjach od tego nie przybędzie. Wszystko to jest świetnym pomysłem na katastrofę, która nadejdzie tym szybciej, im mniej bezczynny będzie rząd tych, „co potrafią rządzić”.

Zresztą nie trzeba się znać na żadnej szczegółowej dziedzinie, wystarczy tylko posłuchać. Znakiem rozpoznawczym tej władzy jest kłamstwo. Mamy premiera, który wielokrotnie kłamie/mija się z prawdą/przeinacza fakty/koloryzuje/konfabuluje/zmyśla każdego dnia, to jakaś patologiczna niezdolność trzymania się faktów. Podobnie jak jego prezes, który opowiada bajki o historii Polski, w której Solidarność założył jego brat, a pod Smoleńskiem ktoś „poległ” (niby w boju) i że bez zniszczenia sądów nie można wypłacać 500+ i że ktoś chce „seksualizować” jego dzieci („nasze dzieci” – powiedział). Strumień idiotyzmów wylewający się z tego starszego pana nie powinien nas dziwić. Niemal każdy ma takiego wujka, znającego rozwiązania wszystkich bolączek świata, ale zwykle wujenka go ucisza, więc nie może się rozwinąć. Tego wuja nikt nie ucisza, koła gospodyń w barwnych kieckach słuchają go jak radia, podwładni szybko przekazują owe wypociny dalej, a narodowe media i opłacane trolle wysyłają to w lud fejsbukowy. A na każdego, kto się przeciwstawi, rzuca się stado internetowych piranii, atakując go ze wszystkich możliwych stron, często używając do tego informacji poufnych, czuć przy tym rączkę służb.

Czy zastanawiali się Państwo kiedyś, jak to jest, że Putin albo Erdogan wygrywają wybory w swoich krajach? Nie dlatego, że Rosjanie czy Turcy są jakoś głupsi od Polaków, po prostu głosują na podstawie tego, co wiedzą, a o to, co wiedzą i co myślą, troszczą się już odpowiednie służby. Reszta jest łatwa, nie trzeba nawet fałszować wyników, choć gdyby miały być niekorzystne dla władzy, to i tym pewnie by się zajęli. Nadchodzące wybory może jeszcze nie będą sfałszowane, choć nie są uczciwe i równe, bo tylko jedna ze stron dysponuje dodatkowo milionami naszych pieniędzy i sypie nimi hojnie na parteitagi i afisze oblepiające wsie i miasteczka. No i ma do dyspozycji telewizję za miliardy z podatków i inną prywatną, praktycznie zneutralizowaną. Ale następne wybory będą już jak te z PRL, gdzie lud głosował, ale kandydatów wybierała (i numerowała) Partia. Swoją drogą, jest w tym ironia historycznego losu: kraj, który tak źle znosił podległość wobec Rosji, wypuszczony z klatki nie wie, co robić i w końcu wraca do niej z powrotem, już na własne życzenie.