Berlin, 7 kwietnia 1933: Ustawa o przywróceniu służby publicznej

Tak odbywało się przejęcie władzy sądowniczej w III Rzeszy. Opis Alaina Finkielkrauta na podstawie wspomnień Sebastiana Haffnera:

W roku 1933, gdy Hitler przejmuje władzę, Haffner ma lat dwadzieścia sześć i po ukończeniu studiów prawniczych zostaje – zgodnie z wolą ojca – referendarzem. Pracuje jako stażysta w Kammergericht i pełni funkcję sędziego lub urzędnika sądowego. 31 marca udaje się, jak co dzień, do sądu, Hitler jest od dwóch miesięcy kanclerzem, lecz w pracy – business as usual. Nie widać, by w mieście zanosiło się na coś szczególnego. Na ulicach ruch, tramwaje kursują, piesi zaaferowani, w sklepach wre handel i nawet budynek Kammergericht wygląda tak samo: „Stał szary, chłodny i spokojny jak zawsze, skryty za drzewami i otoczony trawnikiem”. Adwokaci ubrani w czarne jedwabne togi przemykają w skupieniu przez długie korytarze i hole cichego budynku. W bibliotece panuje cisza umysłowej pracy. Wszystko zatem w jak największym porządku, jak zwykle. Wtem raptem: „Cóż to za pierwszy wyraźny odgłos? Trzaskanie drzwiami? Jakiś ostry, niezrozumiały krzyk, komenda?”. Obecni na sali nasłuchują, oderwani od pracy tym nagłym rozgardiaszem. Cisza w bibliotece nie jest teraz ciszą pracy, lecz raczej ciszą strachu. Gdzieś znów trzaskają drzwi, wrzawa rośnie, ktoś mówi niezbyt podniesionym głosem: „Wyrzucają Żydów”, co niektórych rozśmiesza. Woźny krótko potwierdza wiadomość i znów słychać śmiechy. Haffner w osłupieniu stwierdza, że śmieją się referendarze – tacy sami jak on. Za chwilę kilka brunatnych mundurów pojawia się w bibliotece. Ich dowódca – głosem, w którym prostactwo miesza się z pedantyzmem – ogłasza: „Nie-Aryjczycy mają natychmiast opuścić lokal”. Żydzi – zarówno sędziowie, jak i adwokaci – pakują aktówki i bez słowa wychodzą.

Sto pięćdziesiąt lat wcześniej – przypomina Haffner – radcy tego samego Sądu Najwyższego woleli raczej dać się aresztować Fryderykowi Wielkiemu aniżeli zmienić na jego rozkaz wyrok, który uważali za sprawiedliwy. Każdy pruski uczniak wiedział też, że jeśli przy pałacu Sanssouci, zbudowanym przez tego samego Fryderyka, stoi jeszcze wiatrak, to tylko dlatego, że pewien młynarz odrzucił kiedyś ofertę jego zakupu ze strony władcy, a na groźbę wywłaszczenia odparł wprost: „Tak, Wasza Królewska Mość mógłby [mnie wywłaszczyć], gdyby w Berlinie nie było Kammergericht”. 31 marca 1933 roku garstka członków SA w jednej chwili zdobyła tę pradawną twierdzę. Budynek pozostał nietknięty, lecz instytucja runęła. Za siłą stała teraz czysta siła, a nie prawo. Żaden młynarz nie mógł już odwołać się do Kammergericht. Skończył się czas, kiedy to poddany mógł zmusić do czegoś swego króla. Teraz to władza panoszyła się bez umiaru: żarłoczna i wesołkowata, otwierała wszystkie drzwi, obalała mury, zdobywała ostatnie szańce oporu: „Gdziekolwiek człowiek chciał się ukryć – wszędzie znajdował to przed czym uciekał”. [przeł. J.M. Kłoczowski, A. Finkielkraut, Serce rozumiejące: Z lektur]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s