Einstein w „Scientific American“ (1950)

Einstein był pierwszym uczonym, który doświadczył siły mediów, za jego czasów były to głównie gazety i radio, choć występował też trochę w telewizji pod koniec życia. Ponieważ był sławny, kilkakrotnie o jego nowych pracach pisała światowa praca, np. „New York Times“. Dziennikarze wietrzyli sensację i opatrywali swe doniesienia nagłówkami w rodzaju: Einstein na progu nowego odkrycia, albo: Einstein atakuje teorię kwantową.

EPR_NYT_05-04-1935

W pierwszym przypadku, w roku 1929, Pruska Akademia Nauk musiała zrobić dodruk artykułu Einsteina, zamiast zwykłych kilkuset egzemplarzy, rozeszło się 4000, a angielski dom towarowy Selfridges umieścił sześć stron pracy w oknie wystawowym. W drugim przypadku, winę ponosił jego współpracownik, Boris Podolsky, któremu Einstein nie omieszkał zmyć głowy.

W odróżnieniu od swoich następców trzymał się jednak zasady, aby nie ogłaszać prac za pomocą gazet. Dziś komunikaty medialne zastępują czasem same prace, jak stało się z wystąpieniem Stephena Hawkinga parę tygodni temu. Hawking ogłosił, że rozwiązał problem, który trapił go od czterdziestu lat: co się dzieje z informacją połykaną przez czarną dziurę. Zaproszeni dziennikarze już czekali, media na świecie obiegła wiadomość, że oto genialny fizyk rozwiązał jeden z najważniejszych problemów. Naprawdę jednak współpracownicy Hawkinga, Malcolm Perry i Andrew Strominger, nie sądzą, jak się wydaje, aby problem był już rozwiązany, a praca, o której mowa, jest na razie niekwantowa i dopiero się pisze. Fizycy niezwiązani z tą pracą raczej nie widzą żadnego przełomu i zapewne go nie będzie. Hawking podtrzyma wizerunek wizjonera-geniusza, za jakiś czas wszyscy zapomną.

Inną stosowaną dziś szeroko praktyką jest popularyzowanie bardzo spekulatywnych teoriach, niemających cienia potwierdzenia, w taki sposób, jakby wszystko zostało już przesądzone. Wprowadza to w błąd niespecjalistów. Człowiek mógłby pomyśleć, że np. wieloświat albo jedenastowymiarowa czasoprzestrzeń teorii strun to naukowy fakt. Skrajnym przykładem takiego postępowania był artykuł w „Świecie nauki“ w roku 2004 o krajobrazie teorii strun. Autorzy, bardzo wybitni uczeni zresztą, piszą tam:

W krajobrazie stworzonym przez teorię strun jest miejsce na niezliczone wszechświaty. Każda z niemal nieskończenie wielu (być może nawet 10^{500}) składających się nań dolin odpowiada pewnemu zestawowi praw obowiązujących w wielkim bąblu przestrzeni.

Dopiero pod koniec znajdziemy tam słowa:

Z obrazem, który przedstawiliśmy wiąże się wiele wątpliwości. Przede wszystkim nie udało się jeszcze sformułować precyzyjnie teorii strun.

Dodać możemy, że po 11 latach sytuacja wcale się nie poprawiła. Nadal są to czyste spekulacje, może ciekawe, lecz wciąż oczekujące na jakikolwiek ślad zgodności z doświadczeniem.

Znajdując się w podobnej sytuacji, Einstein, bądź co bądź praojciec spekulatywnych teorii, napisał w roku 1950 w „Scientific American“:

Co do mojej ostatniej pracy teoretycznej, to nie sądzę, by usprawiedliwione było szczegółowe jej przedstawianie wobec szerokiego kręgu czytelników zainteresowanych nauką. Powinno się to robić jedynie w przypadku teorii, które zostały dostatecznie potwierdzone przez doświadczenie.

Warto może przytoczyć fragment owego artykułu:

Co zatem popycha nas do wymyślania teorii za teorią? Czemu w ogóle wymyślamy teorie? Odpowiedź na to drugie pytanie jest prosta: ponieważ sprawia nam przyjemność „rozumienie”, tzn. sprowadzanie zjawisk za pomocą operacji logicznych do czegoś już znanego bądź (pozornie) oczywistego. Nowe teorie konieczne są w pierwszym rzędzie wówczas, gdy napotykamy fakty, które nie mogą zostać „wyjaśnione” przez teorie dotychczasowe. Jest także drugi, bardziej subtelny, choć nie mniej ważny powód. Jest nim dążenie do unifikacji i uproszczenia założeń teorii jako całości (np. Macha zasada ekonomii, rozumiana jako zasada logiczna).

Istnieje pasja rozumienia, tak jak istnieje pasja do muzyki. Pasja ta jest raczej zwykła u dzieci, lecz u większości ludzi zanika z wiekiem. Bez tej pasji nie byłoby matematyki ani nauk przyrodniczych. Co jakiś czas na nowo pasja rozumienia doprowadzała do iluzji, iż człowiek zdolny jest zrozumieć świat obiektywny w sposób racjonalny, za pomocą czystej myśli, bez podstaw empirycznych – krótko mówiąc: dzięki metafizyce. Wierzę, że każdy prawdziwy teoretyk jest czymś w rodzaju poskromionego metafizyka, bez względu na to jak bardzo sam się uważa za umysł czysty lub „pozytywistyczny”. Metafizyk wierzy, iż to, co jest logicznie proste, jest także rzeczywiste. Poskromiony metafizyk wierzy, że choć nie wszystko, co jest logicznie proste, zostało wcielone w doświadczaną przez nas rzeczywistość, to jednak całość zmysłowego doświadczenia może zostać „zrozumiana” za pomocą systemu pojęciowego zbudowanego na założeniach o wielkiej prostocie. Sceptyk powie, że jest to „wiara w cuda”. Niewątpliwie tak, lecz taka wiara w cuda została w zdumiewającym stopniu potwierdzona rozwojem nauki.

Dobrym przykładem jest rozwój atomizmu. W jaki sposób Leukippos powziął tak śmiałą ideę? Gdy woda zamarza staje się lodem – czymś pozornie całkiem odmiennym od wody – czemu więc stopienie się lodu tworzy coś, co wydaje się nieodróżnialne od wody na początku? Leukippos jest zaintrygowany i szuka „wyjaśnienia”. Dochodzi do wniosku, że w tych przemianach „istota” bytu wcale się nie zmieniła. Może byt składa się z niezmiennych cząstek i zmiana sprowadza się tylko do zmiany ich przestrzennego rozmieszczenia. Czy to samo nie może być prawdą w odniesieniu do wszystkich przedmiotów materialnych, które przejawiają wciąż od nowa niemal identyczne własności?

Idea ta nie została zupełnie zapomniana podczas długiej hibernacji myśli zachodniej. Dwa tysiące lat po Leukipposie [Daniel] Bernoulli zastanawia się, czemu gaz wywiera ciśnienie na ścianki naczynia. Czy należy to „wyjaśnić” wzajemnym odpychaniem cząstek gazu w sensie mechaniki Newtonowskiej? Hipoteza taka wydaje się absurdem, ponieważ ciśnienie gazu zależy od temperatury, jeśli wszystkie pozostałe warunki pozostaną niezmienione. Założenie, że Newtonowskie siły oddziaływań zależą od temperatury, sprzeczne jest z duchem mechaniki Newtona. Ponieważ Bernoulli zna koncepcję atomistyczną, więc musi dojść do wniosku, że atomy (albo cząsteczki) zderzają się ze ściankami i w ten sposób wywierają ciśnienie. Wystarczy więc tylko przyjąć, że atomy są w ruchu; jak inaczej uwzględnić zmiany temperatury? (…)

Przykład ten zilustrować ma dwie rzeczy. Idea teoretyczna (jak w tym przypadku atomizm) nie powstaje oddzielnie i niezależnie od doświadczenia; nie może też być z doświadczenia wywiedziona za pomocą procedury czysto logicznej. Powstaje dzięki aktowi twórczemu. Kiedy już mamy tego rodzaju ideę, postąpimy słusznie, trzymając się jej, póki nie prowadzi nas do wniosków, których nie daje się utrzymać.

Einstein omawia swoją motywację do zbudowania jednolitej teorii pola, mówi trochę o jej ostatniej wersji, zauważając:

Sceptyk powie: „Może to nawet i prawda, że ten układ równań jest rozsądny z punktu widzenia logiki. Lecz nie dowodzi to, iż opisuje przyrodę”. Masz rację, drogi sceptyku. Tylko doświadczenie może przesądzić o prawdziwości. Coś jednak osiągnęliśmy, jeśli udało nam się sformułować sensowne i precyzyjne pytanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s