Feynmana wykłady z fizyki

Najlepszy podręcznik fizyki – wykłady Feynmana – są dostępne w internecie (po angielsku). To świetna wiadomość. Książka nie zestarzała się przez pół wieku, może zainspiruje młodych ludzi. Pamiętam, jak wielkim wydarzeniem było stopniowe ukazywanie się polskiego przekładu Wykładów. Znałem pewnego licealistę, który czytał te książki w miarę ukazywania się i czekał niecierpliwie na każdy kolejny tom. Myślę, że dzięki Feynmanowi tysiące ludzi na całym świecie odczuło, jaką wspaniałą dziedziną jest fizyka i jaką frajdę sprawia zrozumienie różnych aspektów świata.

PW2014-03-critical-point_main

Wykłady nie odniosły sukcesu jako podręcznik kursowy, ale od zawsze czytane były przez pasjonatów, przez tych, którzy chcieli rozumieć. Myślę zresztą, że książka ta przekazuje znacznie więcej niż tylko jakąś wiedzę. Uczy pewnego podejścia do nauki: musimy zawsze rozumieć, o czym mówimy, jak się to coś da zmierzyć, jak można zastosować naszą wiedzę, jakie są powiązania między różnymi kwestiami. Fizyka to nie zbiór faktów, lecz zbiór praw i reguł ich stosowania w różnych sytuacjach. Wiemy tyle, ile umiemy obliczyć, choćby niedokładnie, na odwrocie starej koperty. No i nie ma znaczenia, kto mówi: student czy profesor, liczy się, kto ma rację. A przy tym wszystkim Wykłady potrafiły przekazać coś z atmosfery nieskrępowanej zabawy: fizyka Feynmanowi sprawiała przyjemność, bawił się nią i potrafił innych zarazić swoim entuzjazmem. Tak się nie pisało podręczników, przedtem musiały być zawsze bezosobowe, sztywne i nudne.

Pewnie to jedyny podręcznik, który rzeczywiście powinien mieć w tytule obok słowa „fizyka” nazwisko wykładowcy. Osobowość Feynmana widoczna jest tu na każdym kroku.

Jednak Feynman, luzak i showman, udający czasem prostaczka, który nie umie wymówić trudnych cudzoziemskich słów, drażnił zawsze niektórych. Szanowany historyk nauki Paul Forman dziwił się kiedyś, że „osoba pozostawiająca tak wiele do życzenia pod względem odpowiedzialności społecznej i moralnej, jak Richard Feynman, może być uważana przez swoich kolegów po fachu za postać wybitnie moralną, ponieważ był tak bardzo oddany fizyce, ponieważ uprawianie jej sprawiało mu niewątpliwą radość, ponieważ niewiele sobie robił z pozycji innych ludzi zarówno w środowisku fizyków, jak i poza nim, i ponieważ tak wielki nacisk kładł na dyscyplinę intelektualną swojej nauki, a mianowicie, aby «wiedzieć o czym się mówi»”.

Sam Feynman pisze o radzie, jakiej udzielił mu kiedyś w Los Alamos John von Neumann (nb. też postać wielce malownicza, ktoś, kto sprawiał wrażenie geniusza i nim był): „Nie musisz czuć się odpowiedzialny za świat, w którym żyjesz”. Feynman wziął sobie tę radę do serca i przestał martwić się o cały świat.

Uprawianie nauki powinno sprawiać przyjemność, może nie codziennie i nie zawsze, ale powinno – inaczej nie ma sensu. Jeśli ktoś nie ogarnia szerszego horyzontu niż swój wąski temat, to powinien zająć się czym innym. Dla Feynmana fizyka nie była z pewnością zabawą: jeśli już to tak jak dla dziecka – była to zabawa śmiertelnie poważna w sensie zaangażowania, nie w sensie uroczystej miny i biretu nasadzonego na ośle uszy. Można przesiadywać w nocnych barach i myśleć nad fizyką. Charakterystyczne jest, że ten zabawowy człowiek unikał przez całe życie wszelkich substancji, które mogłyby zepsuć jego machinę mózgową, od większych ilości alkoholu po narkotyki. Bawił się, obliczając różne rzeczy, które go zaciekawiły, miał szuflady pełne różnych obliczeń. Był to koszmar młodych badaczy na Caltechu: idą się pochwalić jakimś wynikiem, a Feynman wyciągnie z szuflady papiery z tym samym obliczeniem. Publikował tylko rzeczy, które sam uważał za udane. Zmagał się z problemami pierwszorzędnej wagi i często mu się nie udawało. Nie robił z tego dramatu, ale to nie znaczy, że go to nie obchodziło.

Zwykle trzymał się daleko od polityki i rzadko wygłaszał puste frazesy o odpowiedzialności za świat. Ale w Los Alamos Feynman pracował, bo chciał uratować swój kraj. Wątpię też, czy von Neumann unikał odpowiedzialności: jego rodzina została w Europie i sam zapewne trafiłby do Auschwitz, tak jak inni węgierscy Żydzi, gdyby nie wyjechał do Ameryki. Von Neumann pracował chętnie dla wojska, bo zależało mu na pokonaniu zarówno nazistów, jak i Rosji. Czy nie miał racji?

Świetnym przykładem praktycznej etyki w wydaniu Feynmana była sprawa katastrofy promu kosmicznego Challenger w 1986 roku. Prom rozpadł się tuż po starcie, siedmioosobowa załoga zginęła. Do komisji badającej ten wypadek powołano także Richarda Feynmana, słynnego noblistę, poważnie już wówczas chorego. Dzięki jego uporowi, inżynierskiej wiedzy i dociekliwości udało się znaleźć przyczynę katastrofy, którą NASA chętnie by zamiotła pod dywan. Czy tak się zachowuje facet, który ma wszystko w nosie?

Historyk powinien nieco głębiej wnikać w ludzkie postępowanie. Ludzie często mówią co innego i robią co innego, a jeszcze co innego myślą. Dlatego są ciekawszym przedmiotem refleksji niż np. dżdżownice.

 

Reklamy

3 myśli nt. „Feynmana wykłady z fizyki

  1. To wszystko powyżej to prawda, jednak cały opis wydaje się stronniczy. Piszę ten komentarz jako prosty student, więc zapewne wielu spraw nie znam bądź nie pojmuję. Ale Feynman, choć fizykiem był bez wątpienia wybitnym, zarówno pod względem osiągnięć jak i ogólnej znajomości i biegłości, to jako człowiek, jak mi się wydaje, pozostawiał wiele do życzenia. Że „showman” to mało powiedziane – on pozorował wręcz na wielkiego gwiazdora, który wszystko potrafi. Ze swoją inteligencją i talentem niesłychanie się afiszował od dzieciństwa, do czego sam się przyznał w „Pan raczy żartować panie Feynman”. Owszem, dużo radości sprawiało mu zajmowanie się fizyką, ale chyba nie mniej udowadnianie ludziom ich ignorancji i swej intelektualnej wyższości. Dziwne, żeby go wobec tych przywar lubiono – Sokratesa za podobne skłonności skazano na śmierć. Osobiście odnoszę wrażenie, że był typem takiego osiłka, co to chodzi regularnie na dyskoteki, by szukać zaczepki, pewny, że nikt nie da mu rady. Rzecz jasna typem intelektualnego osiłka. Oto przykład jego złośliwej arogancji: gdy Marek Kac wykładał w Caltechu, Richard Feynman przerwał mu pytaniem: „Czy to prawda, jak u nas między fizykami niektórzy mówią, że gdyby nigdy nie wymyślono matematyki, to postęp fizyki by się opóźnił mniej więcej o tydzień?”. Na co Kac odpowiedział: „Zupełna prawda. Dokładnie o ten tydzień, w którym Pan Bóg stworzył świat.”

    Lubię to

    • Pewnie można go lubić albo nie, Feynman był niemiły, gdy miał do czynienia z intelektualnymi hochsztaplerami, co akurat mi się podoba. Pełno jest pseudobadań za prawdziwe pieniądze. I pisania dobrych recenzji ze złych prac itp. praktyk. A Marek Kac wyrażał się o nim z najwyższym uznaniem, o czym pisałem:
      https://kierul.wordpress.com/2014/02/14/richard-phillips-feynman-sumy-po-historiach-1942/
      Feynman bardzo poważnie traktował naukę i dlatego bywał nieprzyjemny, moim zdaniem, a nie tylko z prostej potrzeby błyszczenia. Od siebie wymagał jeszcze więcej niż od innych. Ale to oczywiście moje spojrzenie i każdy może sobie wyrobić własne zdanie.
      Pozdrawiam
      J. Kierul

      Lubię to

      • No dobrze, a co Pan powie na jego zabawy z sejfami w Los Alamos? Czy nie rozumiał, że w ten sposób jedyne co osiągnie to uprzykrzenie urzędniczkom ich pracy, i bez tego przecież zdecydowanie nie tak przyjemnej jak jego własna? A zabawy w udawanie, że zna hiszpański (jeszcze zanim się go nauczył) i wykrzykiwanie niezrozumiałego pseudo-hiszpańskiego bełkotu do przypadkowych przechodniów? Albo udawanie na przyjęciu, ze zna chiński, by zabłysnąć w towarzystwie i wprawić w zakłopotanie pewną kobietę, która naprawdę znała jeden z chińskich dialektów? To są ewidentne przejawy potrzeby błyszczenia i intelektualnego górowania, także nad postronnymi ludźmi, którzy mu w niczym nie zawinili. I przejawia tym nic innego, jak właśnie intelektualne hochsztaplerstwo, bazujące na oczywistym fakcie, że nie każdy musi znać hiszpański czy chiński. Albo potrzeba udowodnienia, że jest inteligentniejszy od znajomego malarza, poprzez zakład, że on nauczy się malować, a jego kolega nie nauczy się fizyki. Kac, von Newman i inni wyrażali się o nim z szacunkiem, ale zawsze jako o fizyku, nigdy jako o człowieku. Zresztą, żaden z nich nigdy nie miał tylu zatargów z ludźmi, co Feynman. Czy to oznacza, że nie traktowali poważnie nauki? Feynman ludzi lekceważył, albo im pobłażał, w zależności czy uznali w nim geniusza, czy nie. Jedynie tych niewielu równie genialnych jako on w ogóle poważał. Szkoda, że nie poznał nigdy umysłu wielekroć lotniejszego niźli on sam, może wtedy by nabrał trochę pokory, która jest czymś zupełnie innym niż wierność sobie i nauce. Bo być geniuszem to jedno, ale uważać się za geniusza to coś zupełnie innego, nawet jeśli się nim naprawdę jest.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s