Jeszcze raz rok 1859: John Stuart Mill, O wolności

Rok 1859 obok dzieła Darwina, hipotezy Riemanna i innych osiągnięć naukowych przyniósł także klasyczne sformułowanie liberalizmu w eseju Milla O wolności. Książka ukazała się niedługo po śmierci jego żony, Harriet Taylor. W poświęconej jej dedykacji autor ubolewał, że nie mogła się ona przyczynić do ostatecznej redakcji pracy. Nie była to jedynie zdawkowa formułka, ponieważ Mill cenił niezwykle intelekt Harriet i oboje omawiali swoje prace (ona była socjalistką i feministką).

628px-Harriet_Mill_from_NPG

97f/02/vict/0090/78

Mill podzielał wiarę Immanuela Kanta, iż z tak pokrzywionego drzewa, z jakiego zostaliśmy uczynieni, nie uda wyciosać niczego prostego. Nie należy jednak z tego powodu tracić nadziei. Starał się więc być racjonalny, ale bez dogmatyzmu. Znał ograniczenia rozumu, wychowany został przez ojca-filozofa, który starał się go bronić przed wszelkimi przesądami i uczyć tylko tego, co najlepsze w dorobku ludzkości. John Stuart zdobył w ten sposób znakomite wykształcenie i popadł w poważną depresję. Emocjonalna strona jego wychowania wyraźnie nie nadążała za rozwojem umysłowym. Zrozumiał dzięki kryzysowi, że nawet z poetów romantycznych społeczeństwo może mieć pożytek. I że rozum ma swoje ograniczenia. Wierzył w nieskrępowaną wymianę opinii. Bo nikt nie jest nieomylny. Bo zabraniając się komuś wypowiadać, odbieramy ludzkości możliwość usłyszenia tego właśnie jednego głosu, który zawiera może jakąś cząstkę prawdy – łatwiej się bowiem do prawdy przybliżyć w starciu przeciwstawnych poglądów niż wtedy, gdy inteligencja błogo zadrzemie. „Gdyby cała ludzkość z wyjątkiem jednego człowieka sądziła to samo i tylko ten jeden człowiek był odmiennego zdania, ludzkość byłaby równie mało uprawniona do nakazania mu milczenia, co on, gdyby miał po temu władzę, do zamknięcia ust ludzkości” (przeł. A. Kurlandzka). Różnorodność ludzkich poglądów uważał za swego rodzaju skarb ekologiczny, który należy chronić przed zniszczeniem.
Nie tylko każdy ma prawo głosić swoje poglądy, ale i zgodnie z nimi żyć, dopóki nie wyrządza szkody innym ludziom. „Jedynym celem usprawiedliwiającym ograniczenie przez ludzkość, indywidualnie lub zbiorowo, swobody działania jakiegokolwiek człowieka jest samoobrona, (…) jedynym celem, dla osiągnięcia którego ma się prawo sprawować władzę nad członkiem cywilizowanej społeczności wbrew jego woli, jest zapobieżenie krzywdzie innych. Jego własne dobro, fizyczne lub moralne, nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem. Nie można go zmusić do uczynienia lub zaniechania czegoś, ponieważ tak będzie dla niego lepiej, ponieważ to go uszczęśliwi, ponieważ zdaniem innych osób będzie to mądrym lub nawet słusznym postępkiem. Są to poważne powody, by go napominać, przemawiać mu do rozumu, przekonywać go lub prosić, lecz nie, by go zmuszać lub karać w razie, gdyby nas nie słuchał. Aby to ostatnie było usprawiedliwione, postępowanie, od którego chcemy go odwieść, musi zmierzać do wyrządzenia krzywdy komuś innemu. Każdy jest odpowiedzialny przed społeczeństwem jedynie za tę część swego postępowania, która dotyczy innych. W tej części, która dotyczy wyłącznie jego samego, jest absolutnie niezależny; ma suwerenną władzę nad sobą, nad swoim ciałem i umysłem” (przeł. A. Kurlandzka).

Nie są to zasady, które zawsze łatwo stosować. Mill zapewne przeceniał ludzkość. Z perspektywy wiktoriańskiego gentlemana łatwiej było uznać, że ludzie wygłaszają dobrze przemyślane opinie, a jeśli nawet nie, to te głupie szybko zostaną wyeliminowane w swoistym procesie doboru naturalnego. Traktował jednak swoje poglądy serio i nie należał do drogowskazów, co to wskazują drogę innym, ale same nią nie chodzą. Był posłem do parlamentu, angażował się w sprawy, które uważał za słuszne, a nie w te, które mogły mu przynieść poklask. Kandydując do parlamentu, zgodził się odpowiadać na wszelkie pytania z wyłączeniem sfery religijnej. Uważał, że jest to sprawa wyłącznie prywatna, która nikogo nie powinna obchodzić. Oczywiście był to parlament brytyjski i Mill został wybrany.

Półtora wieku później w zupełnie innym kraju, gdzie określenia liberał używa się jako obelgi, a osoby publiczne uwielbiają dzielić się swoimi głębokimi przemyśleniami na temat nauki Kościoła i dziesięciorga przykazań, które ustawicznie łamią, warto pamiętać o Johnie Stuarcie Millu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s