Lew Tołstoj i Henri Poincaré o wartości nauki, 1884-1905

Wiele wiele lat temu, kiedy jeszcze studiowałem, przyjaciel oglądał moją bibliotekę i zauważył książkę Jak być dobrym, sięgnął po nią na półkę i wtedy dopiero zobaczył pełny tytuł: Jak być dobrym empirystą (był to zbiór artykułów Paula Feyerabenda) – i rozczarowany odłożył ją z powrotem. „Myślałem, że to książka Jak być dobrym człowiekiem” – wyjaśnił.
Pod koniec lat siedemdziesiątych wieku dziewiętnastego autor Wojny i pokoju i Anny Kareniny nabrał głębokiego przeświadczenia, iż jego życie utraciło sens: „No dobrze, będziesz bardziej sławny od Gogola, Puszkina, Shakespeare’a, Molière’a – wszystkich pisarzy świata – no i co z tego?”. Tołstoj przestał wtedy chodzić na polowania z obawy, że zbyt łatwo byłoby mu skończyć ze sobą, pozorując wypadek. Kusiła go myśl, że mógłby się powiesić we własnym pokoju, kiedy wieczorem zostawał sam. W naszym wieku medycyny i łatwych wyjaśnień powiedziano by zapewne, że popadł w depresję wieku średniego (przekroczył pięćdziesiątkę) i starano by się zaordynować pisarzowi jakieś leki antydepresyjne. Nie dowiemy się, czy mogłoby to pomóc. W każdym razie Lew Tołstoj, broniąc się przed rozpaczą, zwrócił się ku religii, starał się też zrozumieć, co mówią nauki w sprawach ważnych dla człowieka. Czytał książki, rozmawiał z najróżniejszymi ludźmi: profesorami, duchownymi, sekciarzami, starcami słynącymi pobożnością. Odrzucił z czasem wiarę prawosławną na rzecz ewangelicznego ubóstwa i prostych zasad, którymi ludzie powinni się kierować w życiu i które powinny zbliżać, a nie dzielić. Ich źródłem były nauki Sokratesa, ale i biblijnego Salomona czy Buddy. Cerkiew prawosławna zareagowała przewidywalnie: cenzurą i potępieniami. Jednym z zabawniejszych przykładów tej reakcji wzburzonych, acz niezbyt światłych, dostojników jest fresk namalowany w cerkwi ikony Matki Boskiej w Tazowie przedstawiający Lwa Tołstoja w piekle.Leo_Tolstoy_in_the_hell

Obrazek ten przywodzi na myśl ludową „teologię”, popularną wśród niektórych także i w polskim Kościele, że kapłani i zakonnice w zasadzie są bez grzechu, a zbawienie zapewnia im ich urząd bez względu na moralność. Posiadają oni także jako pasterze zdolność oddzielania owiec od kozłów, wyręczając w tym trudzie Stwórcę i wykonując niejako za Niego niewdzięczne zadanie wstępnej selekcji dusz.
Tołstoj może nas razić skrajnością niektórych poglądów, z pewnością jednak był człowiekiem niezwykle przenikliwym, obdarzonym zmysłem krytycznej – aż do bólu – obserwacji, nie zadowalającym się wygodnymi odpowiedziami na fundamentalne pytania.
Z jego punktu widzenia nauka przynosi jedynie rozczarowanie. Na pytanie: „Czemu żyję?” udziela bowiem odpowiedzi wykrętnej i pośredniej, objaśniając zjawiska zachowaniem jakichś obiektów coraz niższego poziomu, oddalając się stopniowo od pytań istotnych dla człowieka w stronę kwestii coraz bardziej abstrakcyjnych, a przez to nieważnych. Zamiast poznać lepiej jakiś przedmiot, który mamy przed oczami, oddalamy się od niego tak daleko, że nie widać już szczegółów jego powierzchni ani barw i zamienia się on dla nas w abstrakcję. Całą złożoność i zmienność świata nauka wciska siłą w prokrustowe łoże swoich praw. Co więcej, zamiast zbudować dom dla człowieka, informuje go o mnóstwie nieistotnych faktów, o które nikt nigdy nie pytał: mówi nam o składzie chemicznym gwiazd, o tym, że Słońce porusza się w kierunku gwiazdozbioru Herkulesa, o pochodzeniu gatunku Homo od zwierząt, o kształcie nieskończenie małych atomów i drganiach eteru. Na temat znaczenia i sensu życia ludzkiego ma natomiast tylko tyle do powiedzenia, że jesteśmy konglomeratami cząstek, które czas jakiś trwają, a potem się rozpadają. „Nauka bada wszystko – twierdzą naukowcy. Jednak wszystko to za wiele. Wszystko to niezliczona mnogość obiektów. Nie można badać wszystkiego jednocześnie. Tak jak latarnia nie może oświetlać wszystkiego, lecz oświetla jedynie miejsce, ku któremu jest zwrócona, albo kierunek, w którym idzie niosący ją człowiek, tak samo nauka nie może badać wszystkiego, lecz nieuchronnie bada jedynie to, ku czemu zwróci się jej uwaga. I jak latarnia oświetla najjaśniej te miejsca, które są najbliżej, a słabiej te położone daleko od niej i wcale nie oświetla przedmiotów, do których jej światło nie dociera, tak również ludzka nauka we wszystkich swoich odmianach zawsze badała i nadal najstaranniej bada to, co najważniejsze wydaje się badaczom, mniej starannie to, co wydaje im się mniej ważne, całkiem zaniedbując wszystko pozostałe”. Tołstoj sądzi, że nauka się wyalienowała, kierunki jej rozwoju określa bowiem zamknięta kasta uczonych, a nie ludzkie potrzeby.

essaysletters00
Krytyka Tołstoja nie zestarzała się chyba przez ostatnie sto lat. Wciąż wielu, może nawet większość ludzi, chciałaby się dowiedzieć, jak żyć, a nie że wszechświat liczy sobie 13,8 mld. lat i powstał w Wielkim Wybuchu. Pisarz sądził, że nauka zajmuje się pytaniami trywialnymi, bo niezbyt chyba cenił uczonych. Jego obserwacja jest natomiast trafna w tym sensie, że interesujące pytania w nauce zwykle pomieszane są z nieinteresującymi. Nie zawsze nawet od razu można stwierdzić, co jest interesujące. Pomiary oporu elektrycznego w zależności od temperatury są dość rutynowe, ale gdy odkryjemy zjawisko znikania tego oporu w pewnej temperaturze – nadprzewodnictwo – rzecz przestaje być rutynowa. Oczywiście, można by dalej sprawy nie badać i zadowolić się faktem. Lecz badania prowadzono, starano się zrozumieć, jaki jest mechanizm nadprzewodnictwa, co się udało w odniesieniu do niektórych materiałów. A kiedy to zrozumiano, okazało się, że podobne zjawiska zachodzą w zupełnie innej dziedzinie: cząstek elementarnych, co doprowadziło do odkrycia bozonu Higgsa. I rzeczywiście, nikt się nie spodziewał, że idąc stopniowo od pytania do pytania dojdziemy aż do bozonu Higgsa i masy cząstek elementarnych. Droga ta nie jest przypadkowa w tym sensie, że nie można zapewne przeskoczyć jej etapów. Tołstoj nie doceniał faktu, że nauka postępuje od pytania do pytania nie tylko dlatego, że to uczeni stawiają sobie jakieś cele, ale w dużym stopniu prowadzi ich pewna linia rozwoju: jedno odkrycie rodzi drugie. Marna nauka wiedzie na manowce, dobra prowadzi dokądś.
Można oczywiście twierdzić, że nadal nic z tego nie wynika, bo po co to komu. Są to wszystko jałowe ćwiczenia. Jednak wszelkie pozostałe metody porządkowania ludzkiego doświadczenia okazały się zdecydowanie bardziej jałowe: filozofia, religia, różne ideologie parareligijne czy totalitarne nie uczyniły ludzi z pewnością lepszymi, jak też niczego nie pozwoliły zrozumieć naprawdę. Być może potrzeby naszego serca nie są zaspokajane przez naukę: także i teraz „Magia i gnoza szerzą się jak nigdy”, a na Stadionie Narodowym w czerwcu 2013 po dość kameralnych Warszawskich Targach Książki odbyły się rekolekcje ojca Bashobory z udziałem arcybiskupa Hosera – tym razem stadion był nabity ludźmi, którzy pragnęli zostać uzdrowieni przez czarownika z Afryki. Cuda są fajniejsze od nudnych prawidłowości. Także od tej prawidłowości, że starzejemy się i kiedyś umrzemy. I jeśli nie pomoże nam medycyna, to zapewne nic nam nie pomoże.
Nauka prowadzi nas daleko od świata ludzkich doświadczeń, ale i sam ten świat się zmienia: dzisiejszy młody człowiek nierozstający się ze smartfonem ma inaczej umeblowaną głowę niż pańszczyźniany chłop rosyjski z czasów hrabiego Tołstoja. Nauka i technologia zmieniają także nas samych, nie wiem, czy znalazłoby się wielu chętnych, aby porzucić całą tę złą cywilizację, samemu orać i samemu szyć sobie buty.
Z Lwem Tołstojem polemizował znakomity matematyk francuski Henri Poincaré w książce O wartości nauki: „Nie możemy poznać wszystkich faktów i musimy wybrać te, które są godne poznania. Gdybyśmy mieli wierzyć Tołstojowi, uczeni wybieraliby na chybił-trafił zamiast mieć na względzie zastosowania praktyczne. Uczeni tymczasem uważają pewne fakty za bardziej interesujące niż inne, dlatego że uzupełniają one pewną harmonię niedokończoną lub też pozwalają przewidzieć wiele innych faktów. Jeżeli się mylą, jeżeli owa hierarchia faktów, którą postulują, jest tylko czczym złudzeniem, wówczas nie mogłaby istnieć nauka dla nauki, a więc też nie byłoby wcale nauki (…) pokazałem wyżej, jak wielką wartość posiadają fakty astronomiczne, nie dlatego aby nadawały się do zastosowań praktycznych, lecz dlatego że są najbardziej pouczające ze wszystkich faktów”. Poincaré zwraca uwagę, że właśnie astronomia – nauka o tym, co od nas najbardziej oddalone – dała początek całej nowożytnej fizyce i szerzej całej naszej cywilizacji. Francuski uczony pisze dalej: „Dziwiono się formule «nauka dla nauki», a przecież jest ona tyle przynajmniej warta, co «życie dla życia», a nawet tyle co «szczęście dla szczęścia», skoro życie jest tylko nędzą, skoro nie sądzimy, aby wszystkie przyjemności były jednakowej wartości, skoro nie godzimy się na to, aby cywilizacja miała na celu dostarczanie alkoholu tym, którzy lubią pić. (…) historia geologiczna uczy, iż życie jest tylko krótkim epizodem między dwiema nieskończonościami śmierci i że nawet w tym epizodzie świadoma myśl nie trwała i nie będzie trwała dłużej niż chwilę. Myśl jest zaledwie rozbłyskiem pośród długiej nocy, ale to ten rozbłysk jest wszystkim” (przekł. L. Silbersteina, zmodyfikowany).
Lew Tołstoj, Исповедь, 1884.
Lew Tołstoj, Предисловье к статье Эдуарда Карпентера ‚Современная наука’, 1898.
Henri Poincaré, Wartość nauki, Warszawa-Lwów 1908.

Ilustracja fresku: Wikimedia Commons, portret Tołstoja z wydania Essays and Letters, Henry Frowde, Oxford University Press 1911 (seria The World’s Classics).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s