Bernard Mandeville (1670-1733): kwitnące społeczeństwo złych ludzi

Należy do demaskatorów ludzkości, tych, którzy zamiast wyśpiewywać hymny na cześć rodu ludzkiego starają się przeniknąć anatomię jego natury, nie brzydząc się widokiem, jaki się przy tej okazji odsłania. Był lekarzem, zajmował się chorobami nerwowymi, musiał więc sporo widzieć przez dziesięciolecia swej praktyki w Londynie. Lubił paradoksy i był chyba odrobinę cyniczny; dla przyjemności przekłuwania balonów nadętej pychy gotów był posunąć się daleko, co na niektórych dobrze myślących działało jak czerwona płachta na byka.

Wykształcił się w Holandii, napisał jakąś kartezjańską dysertację, po czym wyjechał do Anglii, która stała się jego ojczyzną z wyboru. Nauczył się angielskiego na tyle dobrze, aby pisać w tym języku. Porzucił swą kartezjańską młodość, jak też szlachecką partykułę „de” przed nazwiskiem (rodzina wywodziła się z Francji) – jedno i drugie uważając za zbędny balast. Jest charakterystyczne, że aby we Francji zaistnieć w towarzystwie, należało sobie owo „de” dodać, jeśli go ktoś nie miał, przykładem Voltaire i tysiące innych. W Anglii było inaczej.

Mandeville (wrogowie odczytywali to nazwisko jako man-devil, wcielenie szatana) zaczynał od chrześcijańskiego spostrzeżenia, że człowiek jest zły i zna mnóstwo sposobów, aby swoją pychę, pożądliwość, miłość własną przedstawić sobie i innym jako nadzwyczajne zalety. Sądził też, że jesteśmy niepoprawni i niereformowalni – tu dochodził do głosu bardziej jego lekarski cynizm niż refleksja chrześcijańska. Niewiele sobie zresztą robił z religii, uważał, że religia nie czyni ludzi lepszymi, a wyznanie ma taki sam wpływ na moralność jak nazwa ulicy, przy której się mieszka. Nie trzeba jednak popadać w rozpacz: ludzkie wady znakomicie bowiem napędzają dobrze urządzone społeczeństwo, a nawet są dla niego niezbędne. Głupi bogaty młodzieniec szastający pieniędzmi daje nieświadomie zatrudnienie wielu ludziom i wprowadza w obieg bogactwo nagromadzone przez jego skąpego ojca. Kobiety lekkich obyczajów przyczyniają się do ładu społecznego, mężczyźni nie napastują bowiem kobiet uczciwych (nb. podaje ciekawy szczegół: w Holandii domy publiczne były oficjalne i wszystko się tam odbywało przy muzyce organowej – chodziło o to, że jeden organista mógł napełnić dźwiękiem cały ów przybytek, co się kalkulowało lepiej niż utrzymanie zespołu muzyków). Złodzieje dają zarobić ślusarzom, alkohol napędza cały sektor gospodarki: od rolników, przez producentów aż do karczmarzy itd. Głupota i lenistwo katolików przyczyniły się do powstania protestantyzmu. Konkurencja zaś wyznań sprawia, że wszystkie się reformują, czując się pod ostrzałem.

Oficjalna moralność wywodzi się ze sprytnego wykorzystania ludzkich słabości: chcąc nauczyć małą dziewczynkę dygać, mówimy, że robi to lepiej niż jej starsza siostra (której na ucho wyjaśniamy, że to takie małe kłamstewko). W ten sposób obie dziewczynki są zadowolone z siebie. Apelujemy do dumy bogacza, chcąc, aby ufundował szpital, ludzie pełnią wysokie urzędy, nie zarabiając bardzo wiele – dla zaspokojenia ambicji. Temu samemu celowi służą herby, odznaczenia, pomniki, nawet uroczyste pogrzeby (robione przecież z myślą o żyjących). Wynalazcy trudzą się nad nowymi urządzeniami, mając nadzieję na sławę i na zyski. Nasze dobre czyny mają często zgoła nieszlachetne pobudki, jak wtedy, gdy dajemy jałmużnę żebrakowi nie ze współczucia, ale by poczuć się lepiej i móc zapomnieć o niemiłej prawdzie, że pełno wokół biedaków. Także lęk przed wstydem jest potężną siłą. Czasem może prowadzić młodą dziewczynę do skromności, ale czasem też może sprawić, że zabije ona swe nieślubne dziecko. Dobro i zło są zdaniem Mandeville’a w sprawach ludzkich nierozerwalnie splecione: dobro wykluwa się ze zła równie naturalnie jak kurczęta z jajek.

fableofthebees2Bajka o pszczołach, czyli prywatne wady – korzyścią publiczną, 1714

Nie dziwimy się, że zarówno główne dzieło Mandeville’a Bajka o pszczołach, jak i inne jego książki wywoływały paroksyzmy wściekłości i prowokowały do polemik. Friedrich Hayek sądził, że głównym motywem tej gniewnej reakcji, był fakt, iż Mandeville zakwestionował boskie pochodzenie porządku. Jego społeczeństwo nie potrzebowało być urządzone według dyktatu rozumu albo Stwórcy, organizowało się samo, nawet wbrew woli i poza wiedzą zainteresowanych. Moralność nie została nam nadana żadnym dekalogiem, także jest wynikiem pewnej gry sił. Podobny sprzeciw budził później Darwin, ukazując, że świat żywych istot (w tym my sami) wcale nie potrzebował Centralnego Planisty, który wszystko zawczasu tak zmyślnie zaprojektował. Niechętnie się godzimy na istnienie porządku, który powstaje spontanicznie poza nami, nad naszymi głowami. Wszystkie idiotyzmy w rodzaju Inteligentnego Projektu mają u podłoża tę właśnie niechęć. Nawiasem mówiąc, czekam, aż pojawi się pomysł, by dzieci w szkole u nas też mogły chodzić na lekcje ewolucji albo Inteligentnego Projektu – do wyboru.

Bajka o pszczołach ukazała się się niegdyś w Bibliotece Klasyków Filozofii. Zapewne gdyby nie komunizm i trudności licznych znanych filozofów na uniwersytetach, nie doczekalibyśmy się przekładów tylu istotnych dzieł – zło doprowadziło do dobrych skutków przynajmniej w tym zakresie – paradoks godny Mandeville’a, choć mimo wszystko wolelibyśmy, aby nauka mogła się rozwijać bez relegowania najlepszych uczonych z uczelni. Hayek poświęcił Mandeville’owi głośny tekst Dr Bernard Mandeville: Lecture on a Master Mind. Pisała też o nim Maria Ossowska w książce Myśl moralna Oświecenia angielskiego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s