Świat to opera: Fontenelle’a Rozmowy o wielości światów, 1686

Jaka opera? Np. Faeton Jeana Baptiste’a Lully’ego, wystawiany w Palais Royal w tamtych latach z wielkim powodzeniem i z użyciem machin, które pozwalały Faetonowi wznosić się ponad ziemię, powożąc wozem swego ojca, Heliosa. Wszystko skończyło się jak najgorzej dla młodzieńca, który nie docenił trudności przedsięwzięcia. Zuchwałość została ukarana. Brawa.

Ale opera to rozrywka zimowa, teraz, gdy czas jest piękny, znajdujemy się z dala od Paryża. Narrator i jego pełna wdzięku gospodyni, „urojona markiza”, wychodzą po kolacji na spacer do parku. Po upalnym dniu wieczór przynosi wytchnienie, świeci Księżyc i widać gwiazdy, rozmowa kieruje się więc na astronomię. Geometria powstała z potrzeb miernictwa, jest córką interesu. Co innego astronomia, zapoczątkowali ją chaldejscy pasterze – jest więc córką próżnowania. „Cieszę się, że poznałam tę genealogię nauk – mówi markiza – i widzę, że powinnam trzymać się astronomii”. Otóż natura jest wielkim spektaklem, takim jak w operze. Z lóż nie widać, jak to jest urządzone, że Faeton wzlatuje nad scenę. Zastanawia się nad tym może jakiś „machinista” siedzący na parterze, obserwujący sznury i domyślający się kół i bloków za kulisami, które muszą się przy tym obracać, obciążone jakimiś ciężarami. Uczeni przypominają takich machinistów: chcą poznać ukryte przyczyny widowiska. Wygadywano na ten temat wiele głupstw. Arystotelik powiedziałby, że Faeton wzlatuje, gdyż widocznie jego miejsce naturalne znajduje się u góry. Pitagorejczyk orzekłby, że przyczyną wszystkiego są liczby. Ale oto nadszedł Kartezjusz i podał wyjaśnienie: „Faeton wznosi się, ponieważ ciągną go sznury i ciężar większy od niego opada; tak że nie wierzy się już, by ciało poruszało się, gdy nie jest ciągnięte czy też raczej popychane przez inne ciało”.

Natura stała się więc nieomal trywialna, jak owe zmyślne machiny teatralne. Stała się jedynie mechanizmem, jak zegarek. „Wielu ludzi ma głowy nabite fałszywymi cudami i tajemnicami, które budzą ich respekt. W naturze podziwiają oni jedynie magię, której nie rozumieją. Dla nich rzecz, którą można pojąć, odarta jest z wzniosłości”. Fontenelle wiedział, o czym mówi, wkrótce napisze Historię wyroczni, gdzie przytacza historię złotego zęba, jaki wyrósł pewnemu dziecku na Śląsku w roku 1593. Napisano na jego temat kilka uczonych rozpraw i „pięknym tym dziełom niczego by nie brakło, gdyby tylko ów ząb był naprawdę złoty”. Niestety, znalazł się jakiś złotnik-niedowiarek i zdjął ze słynnego zęba cienką pozłótkę, która była nań nałożona. Takie też było ulubione zajęcie Fontenelle’a: zdejmować z rzeczy otoczkę iluzji i przesądów.

274

(Ilustracja: The Project Gutenberg, Francois Pierre Guillaume Guizot, A Popular History of France From The Earliest Times)

Był osobliwym człowiekiem, interesowały go jedynie sprawy ducha, nigdy nie ulegał żadnym gwałtownym uczuciom, pozwalał każdemu mówić, jak długo tamten chciał, zanim wypowiedział, uprzejmie i niezobowiązująco, własne zdanie. Nigdy się nie śmiał, jedynie się uśmiechał. Nie kochał się w nikim, jednej ze swych przyjaciółek przypominał jednorożca: zwierzę bajeczne, lekkie, zwinne, z którego głowy wyrasta coś wysuniętego do przodu. Doskonale zrównoważony, pisywał przez wiele lat oficjalne biogramy zmarłych członków Akademii nauk: tzw. Éloges – „Pochwały”, które nie były jednak nigdy prostym panegirykiem. Bardzo lubił gawędzić z damami, lubił swobodny, nieco żartobliwy styl salonowych rozmów, w którym był mistrzem. Kiedy był już stary – a stary był bardzo długo, przeżył bowiem niemal sto lat – powtarzał często, że chciałby jeszcze dożyć następnego sezonu na truskawki, które niezmiernie lubił. Umarł jedynie dlatego, że przecież trzeba umrzeć.

A jednak pitagorejczycy byli bliżsi prawdy, niż sądzili Fontenelle i Kartezjusz. Książka Fontenelle’a stała się przestarzała właściwie już rok później, kiedy wyszły Matematyczne zasady filozofii przyrody Isaaca Newtona. Mimo to kartezjanizm i newtonowskie zasady oraz grawitacja współistniały przez wiele dziesiątków lat, sąsiadując często nawet na kartach jednej książki. W Polsce przekład Fontenelle’a ukazał się dopiero w 1765 roku, co znaczyło, że jesteśmy zacofani już tylko o sto lat. Najważniejszą lekcją z dzieła Newtona, lekcją, której uczono się długo i opornie, była ta, że prawa świata nie są mechaniczne – jest dokładnie odwrotnie: to mechanika i wszystkie inne części fizyki są matematyczne. Dziś wiemy, że materii „prawie” nie ma: atomy są złożone z ogromnych pustych przestrzeni, w których poruszają się punktowe elektrony, kwarki i gluony.
Mówi się często, że należy uczyć dzieci matematyki: bo ćwiczy logiczne myślenie, ułatwia zrozumienie umowy kredytowej itd. itp. Nie wymienia się przy tym zwykle powodu najważniejszego: prawa świata są matematyczne. Żyjemy w świecie matematycznym, czy to się komu podoba, czy nie. Bez znajomości matematyki nie można go zrozumieć. I gotowi jesteśmy wówczas wierzyć w opowieści o złotym zębie albo cudownym uzdrowieniu portugalskiej zakonnicy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s