Czy Hitler jest późnym wnukiem Darwina?

W wykładzie Lekcja biologii Czesław Miłosz powiedział: „the survival of the fittest w swojej zwulgaryzowanej formie dał asumpt do brutalnego naturalizmu w literaturze, ale także wytworzył ogólny klimat, w którym mógł powstać pomysł bezwzględnej likwidacji milionów ludzkich istnień dla celów rzekomej społecznej higieny. Zarazem nauka przecie dostarczyła technicznych możliwości ludobójstwa, tak jak dostarczyła trochę wcześniej narzędzi rzezi podczas wojny w okopach 1914-1918 roku” (Świadectwo poezji, Sześć wykładów o dotkliwościach naszego wieku). Poeta czuł głęboką sprzeczność między „lekcją biologii”, naukową prawdą o łańcuchu żywotów, których jedynym sensem była walka o byt, prędzej czy później zakończona śmiercią, a prawdą religijną (i poetycką) umieszczającą człowieka, syna bożego, w centrum kosmosu. Albo jesteśmy cyfrą w statystykach, albo mamy duszę nieśmiertelną. Tertium non datur.

Miłosz był katolikiem (choć jego polscy współwyznawcy nieraz podawali to w wątpliwość), jednak zdawał sobie sprawę, że nic nie pomoże zamykanie oczu na obraz świata dostarczany przez naukę. Erozja religijnego obrazu świata dotyczy wszystkich: wierzących i niewierzących. Wojny kulturowe, rytualne pojedynki elokwentnych kaznodziejów z ateistami rozgrywają się na obszarze zupełnie nieistotnym. Prawdziwym i wspólnym problemem wszystkich ludzi jest rozpad kosmosu duchowego budowanego przez tysiąclecia.

Czy rzeczywiście tragedie ubiegłego stulecia były następstwem zwulgaryzowanego darwinizmu? Co najmniej od Rewolucji Francuskiej wiadomo było od strony praktycznej, że władcy nie są pomazańcami bożymi i lud może ich bezkarnie obalać (nb. do wytworzenia tej idei przyczynili się w XVII wieku jezuici). Dwaj najwięksi zbrodniarze XX wieku nie mieli wiele wspólnego z nauką. Jeden był niedoszłym popem, drugi nieudanym malarzem. Zwłaszcza w przypadku Rosji można wątpić, czy masy, które napędzały i same były niesione rewolucją, wiedziały cokolwiek o Darwinie. Bliższe były chyba temu idealnemu chłopu z fantastycznych wyobrażeń hrabiego Lwa Tołstoja. To dziecięca wiara ludu, a nie zatrute rezonerstwem miazmaty Zachodu, miały rzekomo wyzwolić Rosję i chronić od złego. Okazało się jednak, że pozostawieni samym sobie chłopi ci plądrowali pańskie dwory, wybijając przy okazji kogo się dało z niebywałym okrucieństwem, stanowiącym może skumulowaną reakcję na wieki upokorzeń. Niemcy to inny przypadek, społeczeństwo niewątpliwie nowoczesne i wykształcone. Jednak hitleryzm stanowił epokę rozkwitu wszelkich paranauk, pseudonauk, okultyzmów, bzdur o synach słońca i o czystej jasnowłosej rasie. Nie miało to z prawdziwą nauką więcej wspólnego niż poglądy Miczurina z genetyką Morgana. Choć trzeba uczciwie dodać, że Hitler miał zwolenników na wszystkich piętrach społecznych: od autentycznych luminarzy w rodzaju Richarda Straussa czy Martina Heideggera aż do czerwononosych bywalców monachijskich piwiarni. Można mieć wątpliwości, czy silniejsza wiara religijna Niemców mogłaby powstrzymać nazistów przed zbrodniami. Podobnie nie jestem pewien, czy do mordowania potrzebny jest darwinizm albo w ogóle jakakolwiek teoria. Współcześni terroryści islamscy są to ludzie niezwykle pobożni, podobnie jak byli nimi ci, którzy wytępili albigensów, nie zastanawiając się nawet, czy zabijają właściwych ludzi – ponieważ Bóg i tak rozpozna swoich. Jak niewiele w praktyce oznacza wiara religijna, widać na przykładzie okupowanej Polski. Polacy byli znacznie bardziej religijni od Niemców, ale przejmowali się jedynie losem własnej wspólnoty, niewielu było takich jak Władysław Bartoszewski i Zofia Kossak, którzy z pobudek moralnych i religijnych ratowali Żydów. Holokaust odbywający się pod polskimi oknami przeszedł prawie niezauważony przez wyznawców proroka z Nazaretu.

Losem wszystkich wielkich idei jest występowanie w niezliczonych zwulgaryzowanych odmianach. Ktoś wyznający wiarę religijną niekoniecznie staje się od tego lepszym człowiekiem. Gdybyśmy mieli obarczyć naukę odpowiedzialnością za totalitarne zbrodnie, to co z resztą historii, tą sprzed Darwina? Te wszystkie rzezie, noce św. Bartłomieja, wojny trzydziestoletnie i stuletnie, pogromy, zamieszki, najazdy Mongołów, wyprawy krzyżowe – zazwyczaj po obu stronach walczyli mężowie pobożni i szlachetni, a przynajmniej tak to przedstawiała każda ze stron. Nie sądzę mimo wszystko, żeby totalitaryzmy XX wieku były zjawiskiem jakościowo nowym. To raczej ludzki instynkt agresji znajduje sobie wciąż nowe ideologiczne uzasadnienia. Większość ludzi odczuwa głęboką potrzebę nienawiści i nawet Ewangelia im w tym nie przeszkadza (poza szlachetnymi wyjątkami). Jeśli coś może ten instynkt kiedyś powstrzymać, to poznanie jego mechanizmów, uświadomienie sobie, że jesteśmy w znacznej mierze zwierzętami, że wraz ze sprawnością umysłową dziedziczymy po przodkach cały aparat emocji, które zniekształcają świat, czasem w sposób przyjemny, a czasem niebezpieczny dla innych i dla nas samych. Nic nie pomoże myślowe oddzielanie się od zwierząt i pielęgnowanie mitu o naszym boskim pochodzeniu. Ziemia nie została nam oddana pod panowanie, to raczej my się jej wydarzyliśmy, mordując słabszych, innowierców, zwierzęta – czasem z konieczności, a przeważnie z przyjemnością.

Miłosz przytacza Williama Blake’a, romantycznego buntownika przeciw „szkiełku i oku” uczonych:

A co do mylnych pozorów jakie sobie wystawia rezoner
Kuli obracającej się w Pustce, jest to ułuda Ulro.

Otóż tak: żyjemy na kuli obracającej się w pustce (Pustce?). Ułudą Ulro jest porzucanie nadziei na zrozumienie naszego losu. Nikt nam w tym zadaniu nie pomoże, trzeba pamiętać o historii, ale nie tam leży rozwiązanie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s