Czy istnieją prawa ekonomii?

Stanisław Ulam rzucił kiedyś wyzwanie Paulowi Samuelsonowi, aby wymienił choć jedno prawo nauk społecznych, które jest prawdziwe i zarazem nietrywialne. Ulam, wychowanek lwowskiej szkoły matematycznej, szczęśliwie wyjechał z Polski przed rozpoczęciem wojny i pracował w Stanach Zjednoczonych, zajmując się wieloma zastosowaniami matematyki, m.in. był jednym z głównych projektantów bomby wodorowej. Samuelson, laureat nagrody im. Nobla z ekonomii, wsławił się pracami wykorzystującymi metody termodynamiki w ekonomii. W odpowiedzi Ulamowi nie wskazał jednak własnych prac, lecz zasadę korzyści komparatywnej sformułowaną na początku XIX wieku przez Davida Ricardo.

Przyjrzyjmy się najpierw samej tej zasadzie na przykładzie podanym kiedyś przez samego Ricardo. W tabelce zestawiona jest liczba robotników potrzebnych do wytworzenia jakiejś ustalonej ilości sukna i wina w dwóch krajach. Portugalia ma większą wydajność pracy w obu dziedzinach: potrzebuje mniej robotników do wytworzenia tej samej ilości produktu. Mimo to wymiana handlowa między obu krajami jest korzystna.

Kraj/Produkt Sukno Wino
Anglia 100 120
Portugalia 90 80

Jeśli Anglia sprzeda sukno za wino, zmniejszy zatrudnienie robotników o 20 przy tych samych wynikach. Portugalia zaś kupując sukno i sprzedając wino, zyskuje 10 robotników, którzy mogą zająć się czymś innym. Wymiana handlowa opłaca się więc obu stronom.

Handel międzynarodowy nie jest handlem między państwami, lecz wytwórcami. Jeśli o tym pamiętamy, podobne rozumowanie można zastosować do dowolnej pary producentów. Wymiana handlowa nie jest grą o sumie zerowej: w której zysk jednej strony oznacza stratę drugiej, lecz grą o sumie dodatniej, w której zyskują obie strony. Konsekwencją takiego spojrzenia na handel jest postulat wolności czy nieingerencji państwa w wymianę handlową między obywatelami zarówno tego samego państwa, jak i różnych państw. Wolny handel wciąż jednak jest pewnym ideałem, dalekim od realizacji. Należałoby nie tylko znieść cła, ale i wszelkiego rodzaju dotacje czy różne stawki podatkowe dla różnych produktów bądź producentów.

Wycofanie się państwa z ingerencji w handel oznaczałoby też wolność bankructwa, tymczasem nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie liberalizm ma być może najwięcej zwolenników, mamy przykłady firm, które nie mogą upaść z przyczyn politycznych. Wśród przyczyn klęski Mitta Romneya w niedawnych wyborach wymieniano jego liberalne stanowisko w sprawie pomocy państwowej dla General Motors. Wyborcy z Ohio obawiali się utraty miejsc pracy. W Europie całe państwa traktowane są jak General Motors.

Zasada korzyści komparatywnych prowadzi też do wniosku, że bogactwo jest doczesną nagrodą za zwiększanie wydajności i zmniejszanie ilości pracy koniecznej do wytworzenia różnych produktów, które inni kupują. Jest to logiczne: ktoś, kto umie taniej wyprodukować atrakcyjne telewizory, bogaci się na ich sprzedaży, a i konsumenci są zadowoleni. Pan Bóg pomaga tym, którzy potrafią zadbać o siebie. Pochwała bogacenia się jest jednak chyba zbyt kalwińska dla znacznej części Europy. Pęknięcie kulturowe między częścią katolicką i protestancką pozostaje wyraźnie widoczne do dziś, mimo że społeczeństwa są w znacznym stopniu zlaicyzowane. Katolickie Południe wciąż domaga się „sprawiedliwości” zamiast wolnego rynku. Przywódcy polityczni starają się lawirować między prawdziwymi wyzwaniami a oczekiwaniami różnych hałaśliwych grup nacisku.

Korzystałem ze znakomitej, zwięzłej i przystępnej książki Manuela F. Ayau, Paradoks wymiany czyli gra o sumie dodatniej, przedm. L. Balcerowicz, Fijorr Publishing, Warszawa 2010.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s