Zaskoczenia

Karl Popper pisał: „O wielkości i pięknie nauki stanowi po części to, że poprzez własne krytyczne badanie dowiadujemy się, że świat jest całkowicie odmienny od tego, co sobie kiedykolwiek wyobrażaliśmy” (Logika odkrycia naukowego, s. 348). Przywołuję ten cytat, ponieważ zawsze tak to właśnie odczuwałem. Przyglądając się historii nauki zaczynamy lepiej rozumieć, że świat wciąż ludzi zaskakiwał, okazywał się zupełnie inny, niż sobie wyobrażali. Umeblowanie pojęciowe nawet wykształconego człowieka średniowiecza było zupełnie inne niż nasze. Można tamtej wizji świata żałować, jak np. C.S. Lewis w książeczce Utracony obraz. Straciliśmy elfy, anioły, prorocze sny i cudowne moce (z tym większą siłą kontratakują one w kulturze popularnej). A co zyskaliśmy w zamian?

Po pierwsze robimy sobie mniej złudzeń. Leki czy dobra dieta lepiej chronią od choroby niż amulet na szyi. Modlitwy, nawet poselskie, nie mają wpływu na opady atmosferyczne. Wyjaśnienia naukowe często są nam niemiłe, a przeważnie odzierają nas z iluzji. Może dlatego wielu ludzi postrzega rozwój nauk jako bolesny proces trzeźwienia i traktuje go nieprzyjaźnie. Należy jednak szukać racjonalnych wyjaśnień. To tak jak w filmach kryminalnych: detektyw może być antypatyczny, przepity i chory, jego prawdziwą siłę stanowią wyobraźnia i logika. Ostatecznie każda zagadka jest do wyjaśnienia.

Po drugie zaczynamy rozumieć, jak naprawdę powiązane są fakty. I choć nie ma kogo spytać o pierwszą przyczynę ani o ostateczny cel „tego wszystkiego”, to dowiadujemy się rzeczy fascynujących, nawet wtedy gdy są praktycznie nieprzydatne. Wiemy, jak długo będzie świecić Słońce i co stanie się później. Wiemy, że atomy żelaza w hemoglobinie zawdzięczamy wybuchom supernowych – bo w takich wybuchach są one wytwarzane. Wiemy, że planety występują powszechnie we wszechświecie. Że Układ Słoneczny położony jest na peryferiach Galaktyki i bardzo dobrze dla nas, że właśnie tak – mniejsze jest prawdopodobieństwo katastrofalnych procesów w naszym sąsiedztwie, moglibyśmy ich nie przetrwać. I że cały wszechświat jest w ruchu, rozszerza się gwałtownie, miał początek, przynajmniej w takiej postaci, jaką potrafimy zrozumieć naukowo.

Edwin Hubble, odkrywca rozszerzania się wszechświata, jeszcze w latach trzydziestych XX wieku nie był pewien, czy rzeczywiście chodzi o ruch, starał się pisać o swoich obserwacjach, nie przesądzając ich interpretacji. Kosmologie mityczne przedstawiały wszechświat jako coś statycznego, nasz dom na trwałych fundamentach. Także uczeni pragnęli świata trwałego: skoro sami jesteśmy śmiertelni, to niech przynajmniej wszechświat będzie wieczny. Tymczasem okazało się, że nasz dom jest odłamkiem eksplozji (dokładniej biorąc wyłonił się stopniowo z z odłamków).

Gdybyśmy cofnęli kosmologiczny film, dotarlibyśmy do fazy ogromnej gęstości cząstek i energii. Do Wielkiego Wybuchu, który nie był zdarzeniem w przestrzeni, lecz wybuchem całej przestrzeni wraz z tym, co ją wypełniało. Udało się dobrze powiązać różne klatki tego dziwacznego filmu, który ma początek, nie ma chyba jednak końca.

Laicy, obserwujący naukę z dystansu, skłonni są myśleć, że uczeni budują jeszcze jeden mit prapoczątku. A za jakiś czas zastąpią go nowym i tak w nieskończoność. I że ostatecznie wszystkie takie historie są tyle samo warte. To nieprawda. Ta dziwna opowieść zbudowana jest bowiem ze starannie powiązanych faktów. Zwykła logika detektywa stosowana z uporem i talentem prowadzi do rzeczywistych odkryć, zwykle dość zaskakujących. Nie przeczytamy o nich u C.S. Lewisa, nie wszystkie opowieści są prawdziwe.

Reklamy

Jedna myśl nt. „Zaskoczenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s